"Spekulacyjne łobuzy szykują się do ataku"
O tym, jak zwykła plotka może zniszczyć walutę, czy dolar będzie kosztował tyle co euro i czy złotówka jest bezpieczna, mówi "Dziennikowi Gazecie Prawnej" Krzysztof Rybiński, profesor Szkoły Głównej Handlowej, były wiceprezes Narodowego Banku Polskiego.
- Senat pogrąża Goldman Sachs
- "Pożegnanie z eurostrefą"
- Legendarny inwestor: To koniec euro
- Świat bierze się za Goldman Sachs
- "Siła bezradności"
- Grecy jednak zgodzili się oszczędzać
- Los Angeles na krawędzi bankructwa
- Strefa euro przyjęła plan pomocy Grecji
- Nasze długi lepsze niż hiszpańskie
- "Tylko prywatny biznes uzdrowi gospodarkę"
- Nadzór finansowy: Nie wierzcie nazwiskom
- Śledczy biorą się za spekulantów
- Oto najbardziej kontrowersyjny bank świata
- "Demokracja medialna"
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -14°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
PAWEŁ J. BIELAŃSKI: Coraz częściej mówi się o groźbie ataku spekulacyjnego na euro. Ile trzeba pieniędzy, by go przeprowadzić?
KRZYSZTOF RYBIŃSKI: Taki atak jest bardzo trudny, bo w przypadku pary walutowej euro/dolar mamy do czynienia z największym rynkiem walutowym na świecie. Funduszom hedgingowym (instytucja finansowa pobierająca opłatę za zarządzanie powierzonym kapitałem. Jego najważniejszymi cechami są bardzo wysokie ryzyko inwestycyjne oraz możliwość osiągania wysokiej stopy zwrotu – red.) łatwiej spekulować na mniej płynnych walutach. 100 mld dolarów może przepłynąć przez rynek eurodolara w ciągu godziny. Według danych Banku Rozrachunków Międzynarodowych w kwietniu 2007 roku średni dzienny obrót dla tej pary walutowej wynosił 840 mld dolarów.
Takie środki mogą natomiast wystarczyć do skutecznego ataku, gdy pojawi się przekonanie, że kurs powinien spaść. Ruchy największych graczy są bowiem bacznie obserwowane i powielane przez pozostałych inwestorów, a więc rozpoczęcie akcji przez kilku czołowych spekulantów byłoby kamieniem, który mógłby poruszyć lawinę. Czasem jednak nie trzeba wielkich pieniędzy, a nawet niemal beztransakcyjnie można znacznie zmienić kurs.
W jaki sposób?
Wystarczy wiadomość, niekoniecznie prawdziwa, w którą uwierzą rynki. Rozsiewa się plotki, inspiruje artykuły w prasie, wskazując na ryzyko na danym rynku. Pracowałem wiele lat w instytucjach finansowych o zasięgu międzynarodowym i widziałem te praktyki. Ktoś pożyczył daną walutę i ją sprzedał, a potem rozsiewał plotki, że zaraz pojawią się jakieś złe dane z gospodarki. Kurs spadał, wtedy tanio odkupywał, spłacał pożyczkę, zostawiając sobie zysk. Rynki finansowe są najbardziej plotkarskimi rynkami na świecie. Informacje szybko trafiają do takich serwisów, jak Reuters, Dow Jones czy Bloomberg, i idą w świat. Plotki roznoszą też brokerzy, bo te zwiększają wolumen transakcji, a brokerzy żyją z prowizji.
A więc "kupuj plotki, sprzedawaj fakty"?
Fakty obiektywne nie istnieją, istnieje tylko ich interpretacja. Często dwóch inwestorów patrzy na te same dane, jeden po analizie decyduje – trzeba sprzedać, drugi – trzeba kupić.
Wróćmy do ewentualnego ataku...
Jeśli ktoś się do niego szykuje, wcześniej zajmuje właściwą pozycję, po cichu skupuje lub sprzedaje daną walutę. Stara się, by go nie widziano. Jak już kupi dużo waluty, opcji walutowych, futures czy na rynku forward (kontrakty terminowe – red.) i zaczyna grę, dopiero wtedy robi dużo szumu, udziela wywiadów, organizuje roadshow dla inwestorów, żeby sami zobaczyli, jak jest źle (lub dobrze, zależnie od kierunku spekulacji). Stara się, by wszyscy powtórzyli jego ruch. Takiej operacji szefowie funduszy hedgingowych i banków nie ustalają podczas obiadu, a decyzja nie zapada między lampką koniaku a kubańskim cygarem.
Czytaj dalej >>>




















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!