Nie oznacza jednak, że przetrwały go bez strat. Od jesieni 2008 roku ceny nieruchomości spadły średnio o 20-30 proc. Dużo bardziej odczuwalny jest jednak spadek popytu.

- Deweloperzy musieli wstrzymać większość nowych inwestycji i nastąpiły zwolnienia pracowników. W mniejszych firmach pracę straciła nawet połowa zatrudnionych. W sumie zatrudnienie w branży zmniejszyło się o kilka tysięcy osób - mówi Jacek Bielecki.

Szukając środków na dokończenie rozpoczętych inwestycji, część firm chciała sprzedać posiadane banki ziemi. Niewielu się to udało. Jednak firm, które rzeczywiście miały problemy finansowe, nie było dużo. Kłopoty Orco należy raczej wiązać z działalnością na zagranicznych rynkach. Jedynym, znanym deweloperem, który nie przetrwał kryzysu, jest krakowski Leopard. Firma pod zastaw sprzedanych już mieszkań wzięła kredyt, ale nawet to nie uratowało jej od bankructwa.

Dzisiejszy optymizm firm deweloperskich wynika przede wszystkim z rosnącej sprzedaży mniejszych lokali. - Bywa tak, że klienci, którzy dwa lata temu mogli dostać kredyt na 400 tys. zł, dzisiaj przy tych samych dochodach dostaną tylko 250 tys. zł. Dlatego popyt na mniejsze mieszkania jest większy - mówi Jacek Bielecki.

Także coraz bardziej popularny program Rodzina na swoim (państwo dopłaca do odsetek przy spłacie rat kredytu) preferuje lokale do 50 mkw. Większość firm, planując nowe inwestycje, zamierza zwiększyć liczbę mniejszych mieszkań, aby klienci mogli skorzystać z dopłat do kredytu. Niestety od kwietnia wskaźnik cen nieruchomości, który umożliwia skorzystanie z dopłat, prawdopodobnie zostanie obniżony.

>>> Czytaj więcej: Deweloperzy planują nowe inwestycje na wiosnę

p