Nasze założenie: pożyczamy 3 tys. zł i jesteśmy dla banku nowym klientem. To znaczy, że nie mamy w nim konta, nie korzystamy też z jego karty kredytowej. Efekt wyliczeń?

W Getin Banku rzeczywista roczna stopa oprocentowania (RRSO) kredytu przekracza 60 proc. W Eurobanku i BNP Paribas Fortis będzie on nas kosztował 57 proc., a w BPH, BOŚ i Banku Pocztowym powyżej 40 proc. Tylko w Volkswagen Bank Direct i Nordea pożyczka będzie nas kosztować mniej niż 20 proc.

Dlaczego tak się dzieje? Banki nauczyły się omijać przepisy ustawy antylichwiarskiej, ograniczające wysokość nominalnego oprocentowania pożyczek do wysokości czterokrotności stopy lombardowej NBP. Teraz to 20 proc. Opakowują więc kredyt w ekstraopłaty. To m.in. prowizja od jego udzielenia, opłata przygotowawcza oraz konieczność wykupienia przez kredytobiorcę ubezpieczenia pożyczki. – Odsetki nominalne stanowią nieraz mniej niż połowę wszystkich kosztów pożyczki – mówi Jarosław Sadowski z Expandera.

Przedstawiciele banków mówią, że nie łamią przepisów ustawy antylichwiarskiej, a wysokie ceny kredytów biorą się z nie najlepszej sytuacji gospodarczej. – Wzrosły ryzyko kredytowe i koszty pozyskania pieniądza – mówi Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich. I dodaje: – Jeśli klienci ponoszą jakieś dodatkowe koszty poza oprocentowaniem, to wynika to z uzgodnionych warunków i specyfiki oferowanego produktu.

Przepisy nakazują informować klienta o kosztach pożyczek. Informacja na temat wysokości rzeczywistej stopy oprocentowania znajduje się w każdej umowie kredytowej. Jednak niewiele osób czyta te informacje, najczęściej zresztą zapisane drobnym drukiem. – Jeśli pożyczkobiorca wiedziałby, jakie jest rzeczywiste oprocentowanie kredytu gotówkowego, to zapewne zastanowiłby się, czy naprawdę potrzebuje tych pieniędzy – mówi Jarosław Sadowski.

20 proc. wynosi dopuszczalne oprocentowanie kredytu

>>> Więcej: 60 procent za kredyt to nie lichwa

p