Podatek ma się przyczynić do zmniejszenia deficytu budżetowego, który osiągnął rozmiary największe od końca II wojny światowej.

Nowy podatek Obama uzasadnił potrzebą zrekompensowania podatnikom kosztów ratowania banków jesienią 2008 r. Utworzono wówczas warty 700 mld dolarów fundusz pomocowy TARP, z którego ostatecznie wykorzystano nieco ponad połowę. Ponieważ większość dużych banków zwróciła już przyznaną im pomoc, rząd oczekuje, że ostateczny koszt tego programu nie przekroczy 120 mld dol.

Podatek, nazwany "opłatą z tytułu odpowiedzialności za kryzys finansowy", zgodnie z planem ma zostać nałożony na banki, kasy oszczędnościowo-kredytowe i firmy ubezpieczeniowe o aktywach przekraczających 50 mld dol. Biały Dom oczekuje, że przyniesie on fiskusowi około 90 mld dol. w ciągu 10 lat.

Oburzenie z powodu przyznawania wysokich premii szefom banków tworzy sprzyjającą politycznie atmosferę do wprowadzeniapodatku.

"Słyszymy już krzyki z Wall Street sugerujące, że ta proponowana opłata jest niesprawiedliwa, że według jakiejś przewrotnejlogiki jest bardziej właściwe, by to Amerykanie ponosili koszty ratowania banków przed upadłością, niż żeby ponosił je sektorfinansowy, który z tego skorzystał i którego menadżerowie przyznają sobie ogromne premie" - powiedział prezydent.

Lobby bankowe protestuje przeciw propozycji podatku, który musi jeszcze uchwalić Kongres. Większość mają w nim Demokraci,którzy popierają rządowy projekt.

Przedstawiciele sektora finansowego przypominają, że banki spłacają z procentami pożyczki od rządu. Ostrzegają też, żepodatek utrudni im udzielanie kredytów, co leży w interesie gospodarki, która z trudem wychodzi z recesji.

Szczegóły na temat nowego podatku mają być zawarte w rządowym projekcie budżetu, który w przyszłym miesiącu ogłosić ma Biały Dom.

Administracja Obamy zgłosiła do Kongresu propozycje zaostrzenia regulacji banków, które także napotykają zażarty opór lobby finansowego.