Rząd musi zmniejszyć deficyt o 70 miliardów
Wiceminister finansów Ludwik Kotecki zapowiada nową ustawę o stabilności finansowej z regułą dotyczącą wydatków budżetowych. Ale zanim zacznie ona działać, rząd musi zmniejszyć deficyt sektora finansów publicznych o prawie 70 mld zł.
- Budżet przyjęty. Będzie 50 miliardów długu
- Deficyt w strefie euro? Obniżyć do 2011
- Senat dał 80 milionów na "szklankę mleka"
- Tak rząd zaoszczędzi miliardy złotych
- Tusk: Przyjmiemy euro w 2015
- Rostowski: W 2009 roku deficyt 24-25 mld zł
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Piątek 2012-05-25

temp. min 5°C max. 22°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Ekonomiści chwalą pomysł reguły. Ale zwracają uwagę, że prawdziwym wyzwaniem jest redukacja deficytu i polityczna zgoda na uzdrowienie finansów publicznych. "Tak jak partiom
udało się dogadać w sprawie wejścia do UE czy NATO, tak powinno to się stać w sprawie finansów publicznych" - mówi Marek Zuber, główny ekonomista Dexus Partners.
Sama reguła opisana przez wiceministra Koteckiego ogranicza jedynie wzrost wydatków i trzyma je na określonym poziomie. Ale by faktycznie i na trwale zredukować deficyt sektora finansów
publicznych potrzebne są inne działania, które pozwolą zmniejszyć różnicę między dochodami a wydatkami o 4 - 5 proc. PKB.
"Na razie mamy coś w rodzaju życzenia, dobrego i ważnego by coś w tym obszarze zrobić. Ale żadnych propozycji. To trochę seminaryjny artykuł, a nie propozycja" - komentuje
tekst Koteckiego prof. Stanisław Gomułka.
Sedno więc w tym, co uzgodnią między sobą minister finansów Jacek Rostowski, szef doradców premiera Michał Boni i sam premier Donald Tusk. Chodzi oczywiście filaną fazę prac nad Planem
Konsolidacji i Rozwoju. Dokument ma zostać zaprezentowany w najbliższych tygodniach.
"Jak się uda ustabilizować finanse publiczne i odsztywnić wydatki, to wprowadzenie reguły nie będzie problemem. Czekamy co w tych pierwszych dwóch sprawach rząd zaproponuje, bo to są
rzeczy politycznie najtrudniejsze do zrobienia" - mówi prof. Witold Orłowski z Pricewaterhouse Coopers.
Ale gdy już uda się uzdrowić złą sytuację finansów publicznych, reguła jest niezbędna, by nie wpaść w podobny stan znowu. Reguła proponowana przerz resort finansów ma być rodzajem
bariery dla wydatkowych apetytów polityków. "Bez reguły fiskalnej, gdy osiągniemy już niezły stan finansów, trudno go utrzymać. Już mieliśmy takie przypadki" - uważa
prof. Orłowski.
Gdyby udało się zapisać regułę w ustawie, byłaby to wielka zmiana w sposobie wydawania budżetowych pieniędzy. Tak zwana kotwica budżetowa Marka Belki była jedynie zasadą, według której
konstruowano budżet. I która zresztą dosyć szybko została porzucona. Oczywiście wpisanie reguły do ustawy niczego nie gwarantuje, ale by od niej odejść trzeba mieć zgodę większości
sejmowej i prezydenta.
Reguła, tak jak ją przedstawia wiceminister Kotecki, ma przewidywać, że wydatki budżetubędą oparte o średnią wzrostu gospodarczego z ostatnich kilku lat. To oznacza, że gdy wejdziemy w
fazę wzrostu po latach recesji, wydatki będą mogły rosnąć minimalnie. Za to, gdy gospodarkę spotka słabszy okres, średnia z lat ożywienia gospodarczego spowoduje, że wzrost wydatków
będzie osłabiać skutki ekonomicznego spowolnienia.











































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!