Jak banki robią emerytów w balona
Komisja Nadzoru Finansowego przyznaje, że część banków świadomie wprowadza w błąd starszych klientów. Żerując na ich nieznajomości finansów i bezradności oferują emerytom ryzykowne produkty. Zdarza się, że staruszkowie tracą w ten sposób oszczędności całego życia. Bankom takie transakcje bardzo się opłacają.
- Banki nie pozwolą odejść klientom
- Wielka olimpijska wpadka polskiego banku
- Oto najlepszy kredyt na święta
- Jak szybko i sprawnie zmienić bank
- Nadzór finansowy: Nie wierzcie nazwiskom
- Polacy nie spłacają kredytów
- Zapomnij o lokacie, oszczędzaj na koncie
- Bierzesz kredyt walutowy? Uważaj
- Banki nie chcą Bożego Narodzenia
- Banki dadzą nam nowe karty
- Tak najlepiej pożyczysz na święta
- Pracownica banku wyłudziła milion złotych
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Piątek 2012-05-25

temp. min 5°C max. 22°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Aniela Słowińska z Solca Kujawskiego w wieku 77-lat stała się graczem giełdowym. Ona sama dowiedziała się o tym przypadkiem. "Prosiłam urzędniczkę o założenie zwykłego rachunku, do którego miałabym bieżący dostęp. Dopiero, gdy pilnie potrzebowałam pieniędzy, dowiedziałam się, że nie mogę ich natychmiast wypłacić, bo zainwestowałam w papiery wartościowe. Moje oszczędności, 70 tys. zł, zostały zamienione na 390 sztuk certyfikatów inwestycyjnych. Na pewno nie informowano mnie o tym, gdy zakładałam konto" - opowiada Aniela Słowińska. Na całej operacji straciła 7 tys. zł. Bank broni się, że przecież podpisała dokumenty, więc tylko ona jest odpowiedzialna za straty.
Jak wcisnąć klientowi produkt
Innego zdania jest jednak radca prawny Roman Andrzejewski, który zajął się sprawą. "Moja klientka to starsza osoba i nawet nie wie, co to są papiery wartościowe. Pracownicy banku wykorzystali sytuację, wciskają jej taki produkt. I nikt nie wytłumaczył, jakie podejmuje ryzyko" - tłumaczy.
W podobnej sytuacji była 96-letnia Maria Lesiak ze Szczecina, która chciała założyć 3-miesięczną lokatę ze stałym oprocentowaniem. "Urzędniczka wydrukowała stosy papierów i tylko pokazywała, gdzie mam się podpisać. Nie miałam okularów, ale przekonywała, że to bardzo dobra oferta" - opowiada staruszka. Problemy zaczęły się po kilku miesiącach, kiedy chciała wypłacić pieniądze. Okazało się, że jest właścicielką lokaty, której pod groźba kary nie można zlikwidować przez półtora roku.
Na dodatek zyski były uzależnione od sytuacji na giełdzie i kursu euro.
Ostatecznie Maria Lesiak odzyskała pieniądze po półtora roku. Nie zarobiła ani grosza. Jej sprawę rozpatruje Urząd Ochrony Konsumentów, który prawdopodobnie zarzuci bankowi naruszenie zbiorowego interesu konsumentów. "Obowiązkiem banku jest dokładne przedstawienie warunków umowy i poinformowanie o ewentualnych zagrożeniach. Szczególnie, kiedy przychodzą starsze osoby" - mówi Longina Kaczmarek, rzecznik praw konsumentów w Szczecinie.
czytaj dalej












































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!