Co więcej, z ankiety przperowadzonej na prośbę "Dziennika Gazety Prawnej, która objęła kilkadziesiąt firm, wynika że kolejne 20 proc. chce ich zatrudnić – głównie małe i średnie. Tylko co piąta firma może redukować kadrę. Adam Ambrozik z KPP uważa, że dane te dowodzą, iż kryzys był i jest w Polsce demonizowany. Dodaje, że przedsiębiorcy nie poddali się tej psychozie i nie zaczęli radykalnie zwalniać. Eksperci podkreślają jednak, że nie ma co liczyć, że w najbliższym czasie firmy zaczną masowo zatrudniać.

– Przez najbliższe dwa, trzy kwartały bezrobocie będzie rosło, bo rynek pracy reaguje z opóźnieniem na to, co się dzieje w gospodarce – mówi Wiktor Wojciechowski z Fundacji FOR.

Prof. Elżbieta Kryńska z Uniwersytetu Łódzkiego uważa, że aby zdecydowanie poprawiła się sytuacja, PKB powinien rosnąć o blisko 4 proc. Z ankiety KPP wynika, że zatrudniać będą firmy sprzedające na rynek krajowy, z branży opieki zdrowotnej, transportowej i chemicznej. Z kolei zwolnienia mogą dotknąć bankowość, firmy ubezpieczeniowe, motoryzację, firmy energetyczne i przemysłowe, a także branżę budowlaną.

W porównaniu do innych krajów UE nasz rynek pracy bardzo dobrze przetrwał spowolnienie. W Hiszpanii, Irlandii, na Litwie, Łotwie czy w Estonii rynki pracy zostały wręcz przez kryzys zdemolowane. Bezrobocie mierzone przez Eurostat jest tam dwucyfrowe – na Łotwie przekroczyło 20 proc., a w Hiszpanii wynosi 19,3 proc. U nas – 8 proc.

Naszemu rynkowi pracy pomogły decyzje o obniżeniu podatków i składek. Zmalały koszty pracy, a w kieszeni Polaków i firm zostało ok. 30 mld zł. Jarosław Cholewiński z Noble Banku zwraca też uwagę, że w ostatnich latach firmy zlikwidowały przerosty zatrudnienia, a pracownicy w kryzysie zaakceptowali bardziej elastyczne kształtowanie płac i czasu pracy. Firmy nie zwalniały też, bo w latach 2007 – 2008 miały poważny problem ze znalezieniem kadry. Wiedzą, jak trudno pozyskać dobrych pracowników, i obawiają się, że gdy przyjdzie koniunktura, nie będą mogły zrealizować zamówień.