ULC to potężna instytucja, bez której zgody żaden samolot nie wyląduje w naszym kraju. To ona wydaje zezwolenia na prowadzenie biznesu lotniczego, nadzoruje lotniska i ruch pasażerów. Do tej pory utrzymywał się częściowo z budżetu, częściowo z opłat od linii lotniczych i portów. Ponieważ dotacje z państwowej kasy topnieją w oczach, ULC chce ściągać coraz więcej pieniędzy z opłat. Utrzymanie samolotu może w skrajnych przypadkach wzrosnąć nawet o ponad 5000 proc.

Propozycją zmian ma zająć się w grudniu sejmowa komisja infrastruktury. Przewoźnicy biją na alarm: jeżeli ULC postawi na swoim, lotniczy biznes w Polsce przestanie się opłacać. Mariusz Szpikowski, prezes Air Italy Polska, uważa, że opłaty jego linii do ULC mogą wzrosnąć z 50 tys. zł rocznie nawet do 2,6 mln zł. Szokujący wzrost kosztów może dobić LOT. Narodowy przewoźnik, który walczy o przetrwanie, musiałby co roku płacić urzędowi nawet 150 mln zł. - To dla nas dramat - mówi Andrzej Kozłowski, rzecznik prasowy PLL LOT.

Przewoźnicy nie ukrywają, że już teraz Polska jest wyjątkowo droga. Niedawno Polska Agencja Żeglugi Powietrznej zaskoczyła podwyżką taryf za latanie nad Polską nawet o 60 proc. Teraz trochę spuściła z tonu, ale i tak nasze opłaty są wyższe niż średnia europejska. Z powodu drożyzny kolejne linie ograniczają loty do Polski. EasyJet i Ryanair już wycofały się z Warszawy. Nad takim krokiem zastanawia się Air Italy. To jedna z największych linii czarterowych działających w Polsce.

Jedno jest pewne: linie lotnicze, żeby zaspokoić żądania ULC, będą musiały podnieść ceny biletów. - Przerzucą wzrost kosztów na pasażerów - mówi wprost Kamil Wnuk, rzecznik prasowy PPL zarządzających warszawskim Okęciem.

WIęcej informacji: Utrzymanie samolotu w Polsce wzrośnie o 5000 procent

p