Michał Boni stwierdził w TVN24, że "robocze rozmowy" wskazują na to, że pomysł ministra finansów i minister pracy Jolanty Fedak nie zyska akceptacji rządu. Czy to oznacza definitywne fiasko pomysłu ? Jeszcze we wczorajszym wywiadzie z szefem resortu finansów w Gazecie Wyborczej, Rostowski zachwalał tę propozycję. "Po kilku latach przyszli emeryci zyskają ok. 700 mln zł rocznie. To chyba niemało?" - przekonywał minister.

Gdy jednak rano minister Boni zakwestionował jego słowa, chcieliśmy się dowiedzieć, czyja wersja poglądów na OFE będzie obowiązywała w rządzie: jego czy Rostowskiego. Ale rzecznik rządu Paweł Graś cały dzień nie odbierał telefonu. Sprawy nie chciało też oficjalnie komentować ministerstwo finansów. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się jednak, że minister Rostowski był poirytowany deklaracją Boniego. I nie zamierza odpuścić. Jeszcze dziś przy okazji posiedzenia rządu chce osobiście przekonywać do swojego pomysłu premiera Donalda Tuska i ministra Boniego. "Będziemy tłumaczyć, że nasze propozycje są naprawdę dobre" - usłyszeliśmy od jednego ze współpracowników ministra finansów.

Ale deklaracje ministra Boniego brzmiały jak definitywna rezygnacja z planu, który bardzo mocno krytykowały przez dwa tygodnie Powszechne Towarzystwa Emerytalne, organizacje pracodawców i liczni ekonomiści. "Intencją pana premiera jest dyskusja, dokonanie przeglądu i znalezienie rozwiązań, które nie będą straszyły kogokolwiek, kto zaufał państwu podpisując swoją umowę z OFE" - mówił szef doradców premiera. Boni dodał, że emerytury powinny w przyszłości rosnąć nie dzięki przesuwanie środków z OFE do ZUS, ale za sprawą usprawniania systemu emerytalnego.

Przyznał jednak, że trzeba się zastanowić nad tym, co zrobić z rosnącym długiem publicznym. Bo pomysł Fedak i Rostowskiego spowodowałby ograniczenie tego długu o blisko 13 mld zł. I zdaniem ekspertów, właśnie to, a nie dobro emerytów, stało za pomysłem Rostowskiego. "To my w polskim ustawodawstwie definiujemy, co jest długiem publicznym. Może dziesięć lat temu zapomniano, żeby z myślą o tym, jak ten dług publiczny może być generowany przez fundusze emerytalne przez przekazywanie pieniędzy do OFE, inaczej to zdefiniować i inaczej kwalifikować środki do długu publicznego" - mówił Boni.

Kilka dni temu minister Rostowski razem z minister pracy Jolantą Fedak zorganizował konferencję prasową, na której ze szczegółami prezentowani pomysł przesunięcia do ZUS części składek należnych dzisiaj OFE. Rostowski przyznawał, że liczy na poparcie całego rządu i na to, że że nowe zasady wejdą w życie do lipca 2010 roku.Wyjaśniał, że tę część składki emerytalnej, którą OFE muszą obowiązkowo inwestować w obligacje, odkładać w ZUS na indywidualnych kontach jako "księgowy ekwiwalent obligacji", corocznie waloryzowany o ich przeciętną rentowność.