Będzie rządowa wojna o składki?
Szef doradców premiera Michał Boni zapewnia, że postulat ministrów pracy i finansów o przesunięciu do ZUS części składek emerytalnych, za które dziś OFE kupują obligacje Skarbu Państwa nie zyska poparcia rządu. Jacek Rostowski nie zamierza ustąpić i chce namawiać premiera.
- Dane z wykonania budżetu mało optymistyczne
- Grecy i Arabowie popsuli plany rządu
- Rząd zabierze pieniądze OFE
- Na emerytury zabraknie 300 miliardów
- Rząd już nie chce zniszczyć emerytur
- ZUS pożyczy od rządu a nie od banków
- Emeryci odłożyli już 2 biliony złotych
- Inwestorzy boją się rządowych obligacji
- Państwo zadłużyło nas na 80 tysięcy
- Plany emerytalne rządu zniszczą giełdę
- Ile pożyczył najbardziej zadłużony Polak?
- Dostaniemy po kieszeni za kredyty ZUS?
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-02-14

temp. min -20°C max. 1°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Michał Boni stwierdził w TVN24, że "robocze rozmowy" wskazują na to, że pomysł ministra finansów i minister pracy Jolanty Fedak nie zyska akceptacji rządu. Czy to oznacza definitywne fiasko pomysłu ? Jeszcze we wczorajszym wywiadzie z szefem resortu finansów w Gazecie Wyborczej, Rostowski zachwalał tę propozycję. "Po kilku latach przyszli emeryci zyskają ok. 700 mln zł rocznie. To chyba niemało?" - przekonywał minister.
Gdy jednak rano minister Boni zakwestionował jego słowa, chcieliśmy się dowiedzieć, czyja wersja poglądów na OFE będzie obowiązywała w rządzie: jego czy Rostowskiego. Ale rzecznik rządu Paweł Graś cały dzień nie odbierał telefonu. Sprawy nie chciało też oficjalnie komentować ministerstwo finansów. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się jednak, że minister Rostowski był poirytowany deklaracją Boniego. I nie zamierza odpuścić. Jeszcze dziś przy okazji posiedzenia rządu chce osobiście przekonywać do swojego pomysłu premiera Donalda Tuska i ministra Boniego. "Będziemy tłumaczyć, że nasze propozycje są naprawdę dobre" - usłyszeliśmy od jednego ze współpracowników ministra finansów.
Ale deklaracje ministra Boniego brzmiały jak definitywna rezygnacja z planu, który bardzo mocno krytykowały przez dwa tygodnie Powszechne Towarzystwa Emerytalne, organizacje pracodawców i liczni ekonomiści. "Intencją pana premiera jest dyskusja, dokonanie przeglądu i znalezienie rozwiązań, które nie będą straszyły kogokolwiek, kto zaufał państwu podpisując swoją umowę z OFE" - mówił szef doradców premiera. Boni dodał, że emerytury powinny w przyszłości rosnąć nie dzięki przesuwanie środków z OFE do ZUS, ale za sprawą usprawniania systemu emerytalnego.
Przyznał jednak, że trzeba się zastanowić nad tym, co zrobić z rosnącym długiem publicznym. Bo pomysł Fedak i Rostowskiego spowodowałby ograniczenie tego długu o blisko 13 mld zł. I zdaniem ekspertów, właśnie to, a nie dobro emerytów, stało za pomysłem Rostowskiego. "To my w polskim ustawodawstwie definiujemy, co jest długiem publicznym. Może dziesięć lat temu zapomniano, żeby z myślą o tym, jak ten dług publiczny może być generowany przez fundusze emerytalne przez przekazywanie pieniędzy do OFE, inaczej to zdefiniować i inaczej kwalifikować środki do długu publicznego" - mówił Boni.
Kilka dni temu minister Rostowski razem z minister pracy Jolantą Fedak zorganizował konferencję prasową, na której ze szczegółami prezentowani pomysł przesunięcia do ZUS części składek należnych dzisiaj OFE. Rostowski przyznawał, że liczy na poparcie całego rządu i na to, że że nowe zasady wejdą w życie do lipca 2010 roku.Wyjaśniał, że tę część składki emerytalnej, którą OFE muszą obowiązkowo inwestować w obligacje, odkładać w ZUS na indywidualnych kontach jako "księgowy ekwiwalent obligacji", corocznie waloryzowany o ich przeciętną rentowność.


















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!