Mimo dobrych dnaych z amerykańskiej gospodarki, giełdy dużo w górze się nie utrzymały. To dowód na to, że inwestorzy zaczynają się bać, że rosnące giełdy nakręcają nową spekulacyjną bańkę. Dlatego wczoraj euro było nawet po 4,32. Na szczęście dzisiaj nasza waluta ruszyła powoli w górę. "Ruch ten nie jest jednak na tyle znaczący, aby mówić o ustąpieniu zagrożeń dla złotego" - tłumaczy analityk DM BOŚ, Marek Rogalski.

Według eksperta inwestorzy boją się sytuacji na Ukrainie - i to nie grypy, a problemów z kolejną ratą pożyczki od Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Nie pomaga też zamieszanie wokół polskiego resortu finansów, który miał ponoć zamrozić progi zadłużeniowe.

Co czeka naszą walutę? Euro będzie coraz droższe. "Docelowo możliwe jest testowanie 4,39-4,40 w listopadzie, po czym odwrót w dół" - tłumaczy Marek Rogalski. Dolar również pójdzie w górę i może przekroczyć 3 złote. Co prawda "można by spodziewać się silnego zwrotu ponownie w kierunku mocnego złotego" - tłumaczy analityk.