Większość efektów uszczelnienia fiskus chce uzyskać w podatku VAT, bo główne źródła, na jakie wskazuje, to rozbudowa analityki jednolitego pliku kontrolnego, działanie przez całe 12 miesięcy mechanizmu podzielonej płatności i pełna funkcjonalność systemu STIR. Ten ostatni ma przeciwdziałać wykorzystaniu systemu finansowego do przestępstw skarbowych: na bieżąco wyłapywać podejrzane transakcje i je blokować.

Poprzeczka jest zawieszona wysoko: 7,5 mld zł to mniej niż zakładane na ten rok 10,6 mld zł, ale nadal dużo. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że z wymienionych narzędzi fiskus korzysta już w tym roku. A mimo to prawdopodobnie nie uda mu się uzyskać zaplanowanej kwoty. Tak uważają ekonomiści BZ WBK. Na razie trudno dokładnie ocenić, jaki będzie końcowy efekt, ale raczej będzie to mniejsza kwota, biorąc pod uwagę, że całkowity wzrost wpływów z VAT wyniesie w tym roku niewiele ponad 10 mld zł, a przecież mamy szczyt cyklu koniunkturalnego – napisali ekonomiści banku w raporcie poświęconym projektowi budżetu na 2019 r.

To nie oznacza, że plan wyciągnięcia 7,5 mld zł dzięki lepszemu ściąganiu podatków jest skazany na porażkę. Przeciwnie, bo dla MF to kluczowe założenie dla prognozy wzrostu całości wpływów z VAT. Jak zwraca uwagę BZ WBK, ściągalność załatwia ponad połowę tego wzrostu. W sumie dochody z podatku od towarów i usług mają zwiększyć się o ok. 12,3 mld zł, czyli o 7,3 proc. w porównaniu z tegorocznymi. Dynamika ma być więc wyższa niż w 2018 r., choć to właśnie teraz w gospodarce mamy szczyt koniunktury, z którego budżet zbiera niemałe owoce. W przyszłym roku pod tym względem ma być już gorzej, prognoza "wisi" więc na planach większej ściągalności, które eksperci BZ WBK nazywają ambitnymi.

Michał Borowski, ekspert podatkowy Business Centre Club, uważa, że Krajowa Administracja Skarbowa zrobi wszystko, żeby plan wykonać kosztem podatników. – Być może takie będą wytyczne dla aparatu skarbowego, który ma narzędzia, żeby ściągnąć te pieniądze. Można mieć obawy, że kontrole będą robione pod zrealizowanie planu, ze z góry założoną tezą. To mało optymistyczna wizja – mówi. Jego zdaniem skarbówka jest już "uzbrojona po zęby", dysponując arsenałem, jaki daje STIR (np. możliwością blokady rachunku bankowego na 72 godziny) czy klauzula obejścia prawa umożliwiająca zakwestionowanie każdej transakcji, jeśli była ona przeprowadzona po to, by zmniejszyć podatek. Do tego ma coraz pełniejszy obraz dzięki danym z JPK. – Narzędzi jest wiele i podatnicy dopiero zobaczą, jak może wyglądać ich stosowanie. Pokazanie możliwości tych przepisów jest jeszcze przed nami – mówi Borowski.

Resort ma też co najmniej jednego nowego asa w rękawie: to uruchomienie systemu kas fiskalnych online. Zamierza go wdrażać od początku przyszłego roku, choć stopniowo. Początkowo ma on obejmować wybrane branże, jak warsztaty samochodowe i wulkanizacyjne czy stacje paliw. System ma działać w ten sposób, że każda kasa podłączona do niego będzie wysyłała dane o sprzedaży do jednej bazy: Centralnego Repozytorium Kas. Dzięki temu służby skarbowe dostaną potężne narzędzie do analizowania sprzedaży detalicznej, która do tej pory pozostaje nieco poza zasięgiem fiskusa. Ministerstwo Finansów od dawna przymierza się do uszczelnienia tej części obrotu, bo zakłada, że to właśnie tu szara strefa jest szczególnie duża.

To może być przełom na miarę uruchomienia jednolitego pliku kontrolnego. I widzę tu poważne źródło zwiększonych dochodów nie tylko z VAT, ale też z podatków dochodowych. Oczywiście przy założeniu, że system obejmie z czasem wszystkie branże i będzie działał bez błędów – jest zdania Radosław Piekarz, doradca podatkowy z kancelarii A&RT.

Ministerstwo zdaje sobie jednak sprawę, że nie da się w nieskończoność poprawiać ściągalności podatków. I dlatego w prognozach na lata 2020–2021 jest dużo bardziej ostrożne w szacowaniu efektów. Za dwa lata z poprawy ściągalności ma być ok. 4,3 mld zł, rok później – miliard. Choć MF nie ustaje w szukaniu nowych źródeł. Na przykład wpływy z podatków dochodowych mają zwiększyć się dzięki wprowadzeniu obowiązku raportowania schematów podatkowych. Resort chce to zrobić już w przyszłym roku, a rozwiązanie ma polegać na nałożeniu na doradców podatkowych, notariuszy czy samych podatników obowiązku zgłaszania do służb skarbowych schematów potencjalnie agresywnej optymalizacji. Dzięki tak wywartej presji fiskus chce ograniczyć stosowanie optymalizacji podatkowej. Inny pomysł to exit tax, czyli opodatkowanie niezrealizowanych w kraju zysków. Ma to zablokować przenoszenie działalności poza granice Polski w celu uniknięcia opodatkowania.