Kraje unijnej "27" zdecydowały już o przeprowadzce z Londynu do Paryża Europejskiego Nadzoru Bankowego (EBA), a do Amsterdamu Europejskiej Agencji Leków (EMA). Wkrótce okaże się, co z udziałami Brytyjczyków w Europejskim Banku Inwestycyjnym (EBI). To potężny wehikuł finansowy, którego udziałowcami są wszystkie kraje UE. Jego rola w ostatnich latach mocno wzrosła, gdy spoczęła na nim realizacja tzw. planu Junckera, który ma odbudować po kryzysie unijne inwestycje. Bank jest od lat jednym z kluczowych pożyczkodawców Polski – w ostatniej dekadzie dostaliśmy stamtąd ponad 48 mld euro.

Trwają kuluarowe rozmowy na temat pokrycia luki w kapitałach EBI, po tym jak Wielka Brytania wystąpi z UE. – Wynika z nich, że Polska i Hiszpania są gotowe zawalczyć o brytyjskie udziały – mówi nasze źródło w KE.

Odpowiedzialny za negocjacje będzie minister finansów, który zasiada w radzie gubernatorów banku. MF oficjalnie potwierdza nam, że jesteśmy zainteresowani zastąpieniem tam Brytyjczyków. "Dlatego w rozmowach na ten temat – zarówno w kontaktach z bankiem, jak i z kluczowymi partnerami europejskimi – popieramy uzupełnienie kapitału banku i wskazujemy gotowość, aby w istotny sposób uczestniczyć w tym procesie" – informuje nas MF.

Wielka Brytania razem Niemcami, Francją i Włochami to najwięksi udziałowcy EBI. Zaangażowanie kapitałowe każdego z tych krajów to 39,2 mld euro, co daje ponad 16 proc. udziałów. My włożyliśmy ok. 5 mld euro i plasujemy się na 11. pozycji. Znacznie wyżej są Hiszpanie – 23,5 mld euro. Od dawna chcą zwiększyć swoją rolę w EBI.

Wyłożyć pieniądze...

Nasze źródła z Brukseli wskazują, że aby myśleć o poważniejszej roli w banku inwestycyjnym UE, musimy być gotowi wyłożyć ok. 10 mld euro. – Ta kwota może się w toku negocjacji zmieniać w zależności od tego, jaka metoda uzupełnienia kapitału zostanie wybrana. Udziały moglibyśmy opłacać w ratach, by nie obciążać finansów państwa. W statystykach długu i deficytu też te kwoty byłyby uwzględniane stopniowo – mówi nasz informator. Wielka Brytania ma opłacone 9 proc. z 39 mld euro kapitału, reszta objęta jest gwarancjami.

Sprawa będzie się rozstrzygała w najbliższych miesiącach. Na stole są trzy opcje: uzupełnienie kapitału przez jedno, kilka lub – proporcjonalnie do dzisiejszych udziałów – wszystkie państwa unijnej "27".

...żeby zbierać profity

Wątpliwości, że gra jest warta świeczki, nie ma była wiceprezes EBI. – To najważniejsza instytucja finansowa w UE. Jeśli chcemy mieć wpływ na jej decyzje, musimy się starać o to, by mieć Polaka w zarządzie – podkreśla Marta Gajęcka, dziś szefowa zespołu ds. bezpieczeństwa energetycznego przy prezydencie RP. W przeszłości odpowiadała w EBI za kredytowanie inwestycji w Polsce i naszym regionie.

Gajęcka zwraca uwagę, że zarząd decyduje o codziennej działalności banku i przygotowuje decyzje dotyczące tego, w jaki sposób i jakie inwestycje będą finansowane.

Chociaż akceptacje kredytów należą do specjalnych komitetów, to posiadanie stałego wiceprezesa znacznie wzmocniłoby naszą pozycję i wpływ na kierunki rozwoju. Widać to po działalności banku w 2016 r. Polska była nominalnie szóstym beneficjentem finansowania z banku. Wyprzedziły nas kraje o największych udziałach i Hiszpanie. W sumie bank udzielił w ubiegłym roku pożyczek na 83,5 mld euro, z czego w Polsce 4,44 mld euro.

Dzięki temu, że byłam w zarządzie EBI, udało mi się zablokować finansowanie przez tę instytucję Nord Streamu. Zazwyczaj zarząd dąży do podejmowania decyzji poprzez osiągnięcie konsensusu, unikając głosownia, mój sprzeciw doprowadził do tego, że nie było możliwości podjęcia decyzji poprzez konsensus. A tym samym konsorcjum realizujące projekt Gazociągu Północnego nie mogło otrzymać finansowania z EBI – mówi Gajęcka.

Wejście w buty Brytyjczyków dałoby nam na stałe stanowisko wiceprezesa. Obecnie mamy go w systemie rotacyjnym raz na wiele lat. Zwiększając udziały, przewodzilibyśmy grupie państw udziałowców. Więcej Polaków znalazłoby zatrudnienie w EBI, a to przekłada się na lepszy lobbing wokół projektów, dla których szukamy finansowania.

Konflikty nie pomagają

Jak na razie nie idzie nam dobrze w boju o przejęcie schedy po Brytyjczykach. Choć wzięliśmy udział w wyścigu o dwie agencje mające siedzibę nad Tamizą, to bez sukcesu. Nadzór bankowy i farmaceutyczny będą na terenie starej UE. Obecnie jedyną unijną instytucją, która ma adres w Polsce, jest Frontex – Europejska Agencja Straży Granicznej i Przybrzeżnej, zajmująca się ochroną granic Wspólnoty. W Polsce jest obecna od 2005 r. Ostatnio doczekała się stałej siedziby.

Premier Mateusz Morawiecki ma polepszyć stosunki z UE. Wówczas nasza pozycja negocjacyjna wzrosłaby. Jednak na razie nie widać, by udało się rozproszyć chmury na linii Warszawa – Bruksela. Przeciwnie, idziemy raczej na zderzenie. Za dwa dni KE ma zdecydować o przygotowaniu wobec Polski wniosku do Rady Europejskiej w sprawie procedury praworządności.

Jedyną unijną instytucją, która ma adres w Polsce, jest Frontex

Brexit w toku

Szefowie państw unijnych uznali postęp w pierwszej fazie negocjacji za zadowalający. Dlatego zdecydowali o przejściu do drugiego etapu. Ma on dotyczyć okresu przejściowego i przyszłych stosunków między UE a Wielką Brytanią.

Rada w specjalnym oświadczeniu podkreśliła, że sukces drugiej fazy rozmów zależy od spełnienia zobowiązań podjętych w pierwszej i ich przełożenia na "zapisy prawne tak szybko, jak to tylko możliwe". Ustalenia z pierwszej fazy przewidują, że Wielka Brytania wpłaci 45 mld euro do końca obecnej perspektywy budżetowej. Obywatele Unii będą mieli prawo pozostać w Wielkiej Brytanii po opuszczeniu przez nią UE, gwarantowane mają być prawa ich dzieci i partnerów. Ma to zagwarantować specjalna ustawa. Do tego granica między Irlandią a Irlandią Północną ma pozostać otwarta.