Ekspert zwraca uwagę, że dla części kredytobiorców uchwalona ustawa może oznaczać powrót do pozycji wyjściowej, jeśli chodzi o wysokość zobowiązania w spłacie kapitału kredytu wobec banku.

- O ile ustawa jest korzystna dla kredytobiorców, stanowi poważne zagrożenie dla Skarbu Państwa, narażając go na roszczenia banków konstruowane w oparciu o klauzule ochronne wynikające z Międzynarodowych Traktatów Inwestycyjnych (Bilaterall Investment Treaties [BIT]), zawartych pomiędzy Polską a większością państw, z których pochodzą akcjonariusze banków działających na polskim rynku - przekonuje.

Zdaniem Stanka ustawa ingeruje w prawa własności banku i z dużym prawdopodobieństwem narusza klauzule ochronne z tytułu aktów wywłaszczeniowych, zawartych w większości umów BIT przez Polskę (ok. 70 umów), jak również narusza prawo uzasadnionego oczekiwania inwestora z tzw. państwa macierzystego (państwa, z którego pochodzi akcjonariusz polskiego banku) do sprawiedliwego traktowania przez tzw. państwo goszczące, czyli w tym przypadku przez Polskę.

- Ustawa narusza również konstytucyjne zasady, m.in. zasadę proporcjonalności (art.31.1 Konstytucji RP), demokratycznego państwa prawnego (art.2 Konstytucji RP), prawa własności (art.21 Konstytucji RP), związania prawem międzynarodowym (art. 9 Konstytucji RP), prawa wolności działalności gospodarczej (art.22 Konstytucji RP) - dowodzi prawnik.

I konkluduje: Przyjętą przez Sejm RP ustawę należy ocenić jako naruszającą prawa inwestorów wynikające z umów BIT oraz pozostałych aktów prawa międzynarodowego oraz naruszającą normy konstytucyjne, co ostatecznie może rodzić poważne wielomiliardowe roszczenia akcjonariuszy polskich banków wobec Skarbu Państwa.

Uchwalona w środę wieczorem ustawa o restrukturyzacji kredytów zakłada, że po spełnieniu kilku warunków kredytobiorca mógłby ubiegać się w swoim banku o przewalutowanie posiadanego kredytu hipotecznego w walucie obcej, czyli np. szwajcarskim franku. Przewalutowanie następować ma po kursie z dnia sporządzenia umowy restrukturyzacyjnej i polegać na wyliczeniu różnicy pomiędzy wartością kredytu po przewalutowaniu a kwotą zadłużenia, jaką posiadałby w tym momencie kredytobiorca, gdyby w przeszłości zawarł z bankiem umowę o kredyt w polskich złotych. Różnica ta, jeżeli będzie wartością dodatnią, ma być umarzana, ale - zgodnie z nieoczekiwanie przyjętą przez Sejm poprawką SLD - koszt tego w 90 proc. miałyby ponieść banki. W pierwotnej wersji propozycja mówiła o rozłożeniu kosztów po równo pomiędzy bankiem a kredytobiorcą.

Z programu będą mogły skorzystać osoby, których relacja wartości kredytu do wartości zabezpieczenia jest wyższa niż 80 proc. Kolejnym warunkiem jest kryterium powierzchni nieruchomości - w przypadku mieszkania jego powierzchnia nie może przekraczać 100 m kw., a w przypadku domu 150 m kw. Jednak kryterium powierzchni nie dotyczy rodzin z trójką i więcej dzieci. Aby skorzystać z dobrodziejstw ustawy, kredytobiorca nie może posiadać innego mieszkania ani innego domu, chyba że ma inny lokal mieszkalny lub jego część w związku nabyte w drodze spadku już po zaciągnięciu restrukturyzowanego kredytu.

Uchwalenie ustawy wraz z poprawką wywołało panikę na giełdzie - akcje banków traciły w czwartek od kilku do ponad 20 proc.

Analitycy ocenili, że w sumie zmiany mogą kosztować sektor finansowy blisko 20 mld zł, wobec 9-9,5 mld złotych zakładanych w pierwotnej wersji. Ustawa trafi teraz do prac w Senacie. Szef senackiej komisji budżetu i finansów publicznych Kazimierz Kleina (PO) ocenił, że Sejm "zdecydowanie za daleko poszedł, przyjmując ustawę w takim kształcie" i należy powrócić do pierwotnego kształtu ustawy. - Nie możemy pozwolić na wywrócenie całego systemu bankowego do góry nogami - zaznaczył.