Największym polskim dłużnikiem jest Irak, który jest nam winien ponad miliard dolarów. To efekty "współpracy finansowej" rządu PRL i Iraku prowadzonej w latach 1984-1990. Miliard dolarów to mniej więcej – licząc w przybliżeniu – wartość tegorocznych podwyżek emerytur. I tej kwoty nie możemy odzyskać od lat 90. Bo iracki rząd już wtedy przestał się wywiązywać ze swoich zobowiązań wobec Polski.

- Trwają konsultacje w sprawie rozwiązania problemu irackiego zadłużenia wobec Polski. W pierwszej połowie tego roku planowane było spotkanie z przedstawicielem firmy Newstate Partners LLT z Londynu, która reprezentuje rząd iracki w sprawie restrukturyzacji tego zadłużenia. Ze względu na sytuację polityczną w Iraku spotkanie zostało odwołane przez stronę iracką i ewentualnie zostanie przeniesione na drugą połowę roku – mówi nam Wiesława Dróżdż, rzeczniczka prasowa Ministerstwa Finansów.

Dług iracki to nie jedyna pamiątka po pożyczkach rozdawanych przez rząd PRL. Jest jeszcze pięć takich przypadków, z czego tylko w dwóch dług jest spłacany na bieżąco. Ze swoich zobowiązań wywiązują się: Mongolia i Kambodża, a przewidywany termin całkowitego rozliczenia zadłużenia tych krajów to 2016 r. W sumie oba państwa są nam winne jeszcze niecałe 7 mln złotych, a dług to zaszłość z lat 70. i 80. i jest efektem zawieranych wówczas umów handlowych. Choć i tutaj nie obyło się bez problemów - Polska w 2006 r. umorzyła połowę mongolskiego długu. Reszta spłat jest przeznaczana na finansowanie programu badań naukowych, w ramach którego na terenie Mongolii prowadzone były prace geologiczne przez polskich naukowców oraz finansowanie programu stypendialnego dla mongolskich studentów studiujących na polskich uczelniach. Zresztą kambodżańskie spłaty też są "znaczone" - za te pieniądze polskie firmy konserwatorskie restaurują zabytki na terenie Kambodży.

Gorzej wygląda sprawa wierzytelności, jakie Polska ma u rządów Kuby, Mozambiku i Sudanu.

- Należności te nie są obecnie spłacane, dlatego z tego tytułu są naliczane odsetki za zwłokę. Rząd podejmuje próby uregulowania tej kwestii – mówi Wiesława Dróżdż.

W sumie te trzy kraje winne są Polsce równowartość 462,6 mln złotych. Najwięcej Sudan: 356 mln zł. Wszystkie kredyty wynikają ze współpracy handlowej – np. sudański dług to niespłacony kredyt kupiecki jeszcze z 1979 roku. Mozambik zaciągnął taki kredyt w 1977. A dług kubański to efekt kilku umów zawieranych w latach 70. i 80.

Dzisiaj pożycza się inaczej

Dziś polski rząd nadal pożycza pieniądze innym krajom – ale mechanizm udzielania tych kredytów jest już nieco inny. Zasadniczym celem polskich kredytów rządowych jest finansowanie polskiego eksportu. Upraszczając: Polska pożycza pieniądze, za które inne kraje finansują zakup polskich towarów. Obecnie na liście takich dłużników jest jedenaście krajów, a największy z nich to Chiny winne nam 222,3 mln dolarów. W sumie wartość kredytów tego typu wynosi około 379 mln dolarów i 82,2 mln euro. W kolejce jest już kilka innych projektów, które mogłyby być finansowane kredytem od polskiego rządu. Obecnie prowadzone są rozmowy w sprawie międzyrządowej współpracy kredytowej finansującej eksport z Polski z Etiopią, Kenią, Tanzanią, Ugandą, Mongolią i Wietnamem.

MF podkreśla, że nie ma jednoznacznych kryteriów decydujących o tym, czy Polska udzieli jakiemuś krajowi pożyczki, czy nie. Decyzja jest wypadkową wielu czynników, przede wszystkim tego, jak wygląda współpraca gospodarcza z danym krajem, jakie utrzymujemy z nim stosunki polityczne, analizowana jest też skala problemów finansowych, których taki kraj doświadcza, no i możliwości, jakie ma polski rząd. Przy podejmowaniu decyzji pod uwagę bierze się też perspektywę przywrócenia stabilności w kraju aspirującym o kredyt oraz udział innych państw i instytucji międzynarodowych w finansowaniu.

Przykład takiej pozytywnej decyzji kredytowej, niezwiązanej z finansowaniem umów eksportowych, to pożyczka dla Islandii udzielona na początku kryzysu finansowego. Islandczycy byli w dużych opałach, zbankrutował ich cały sektor bankowy i kraj stał się praktycznie niewypłacalny. Polska udzieliła Islandii kredytu, który miał być wypłacony w trzech ratach, po 210 mln zł każda. Ostatecznie Islandczycy wzięli tylko pierwszą ratę, a dług właśnie spłacili. Polska na islandzkiej operacji zyskała wizerunek kraju, który stać na pożyczanie innym w czasie szalejącego kryzysu finansowego. Ale też zarobiła na tej pożyczce: w sumie 19,5 mln zł z odsetek i tzw. opłaty za gotowość plus 1,4 mln zł kary za wcześniejszą spłatę długu.