Nie będzie wspólnego stanowiska komisji trójstronnej w sprawie projektu ustawy budżetowej, bo zbyt duże różnice dzielą związkowców i pracodawców. Dlatego organizacje będą przedstawiać swoje stanowiska osobno. Różni je spojrzenie na takie sprawy, jak wysokość płacy minimalnej, wskaźnik waloryzacji rent i emerytur. Tak przynajmniej wynika z wstępnych opinii przyjętych przez niektóre z nich.

Swoją opublikowało już OPZZ i zamierza w ostatecznej wersji przedstawić ją rządowi najpóźniej w piątek. Związkowcom nie podoba się m.in. zamrożenie płac w budżetówce. Postulat OPZZ: wzrost pensji przynajmniej o 9 proc. Przy tej okazji związkowcy jeszcze raz skrytykowali rząd za jego propozycję wzrostu płacy minimalnej do 1600 zł – ich zdaniem powinna ona wynosić co najmniej 1676 zł. Działanie reguły wydatkowej, zgodnie z którą elastyczne wydatki budżetu nie mogą wzrosnąć więcej niż inflacja plus 1 pkt proc., jest zdaniem OPZZ błędem, bo powoduje ryzyko niewystarczającego wsparcia najuboższych. A rząd powinien kierować się przede wszystkim troską o wzrost gospodarczy, bo to ważniejsze niż cięcia wydatków i obniżanie deficytu. Związek ma także zastrzeżenia do wskaźnika waloryzacji emerytur i rent, jaki przyjęto w budżecie. Wynika on z zasady, zgodnie z którą emerytury mogą rosnąć co najmniej o inflację plus 20 proc. średniej płacy. OPZZ chce, by wskaźnik wyliczyć na podstawie inflacji i połowy wzrostu płac.

Dużo uwagi OPZZ poświęcił rynkowi pracy. Według związku sytuacja w przyszłym roku będzie gorsza, niż to zakłada rząd, prognozując stopę bezrobocia na poziomie 13 proc. W 13-proc. bezrobocie nie wierzą też eksperci NSZZ „Solidarność”. Związek jeszcze pracuje nad swoją opinią. Dziś ma ją przyjąć prezydium związku, a rządowi zostanie przedstawiona najprawdopodobniej w piątek. Chcielibyśmy, żeby bezrobocie rzeczywiście wyniosło 13 proc. Ale to raczej życzeniowe myślenie – mówi Marek Lewandowski, rzecznik prasowy „Solidarności”. I dodaje, że trudno oczekiwać, iż bezrobocie nie wzrośnie, biorąc pod uwagę dotychczasowe nieskuteczne metody walki z nim stosowane przez rząd.

Władza nie robi zbyt wiele, żeby powstrzymać wzrost bezrobocia. Przykład to zbyt późne przekazanie w tym roku środków na walkę z bezrobociem dla Funduszu Pracy. Fundusz zbyt późno przekazał je do urzędów i z tego, co wiemy, są problemy z ich rozdysponowaniem – mówi Marek Lewandowski.

„Solidarności” nie podobają się główne wskaźniki przyjęte do budżetu. Za zbyt optymistyczną uważa prognozę 2,2-proc. wzrostu gospodarczego. Tu opinia związku zgadza się ze stanowiskiem PKPP Lewiatan – jednej z czterech organizacji pracodawców w komisji trójstronnej. Prognoza wzrostu nadal jest zbyt wysoka. A to pociąga za sobą przeszacowanie dochodów podatkowych – mówi Jacek Adamski z PKPP Lewiatan. Zastrzeżenia ma do planu wpływów z podatku dochodowego od firm. Rząd założył, że zwiększą się one o ponad 11 proc. To zdaniem Jacka Adamskiego mało prawdopodobne, podobnie jest z prognozą dochodów z VAT. Piotr Rogowiecki z Pracodawców RP dodaje do tej listy plan wpływów z PIT. Żeby osiągnąć 6-proc. dynamikę dochodów z tego podatku, dużo więcej ludzi musiałoby pójść do pracy, przez co zwiększyłaby się baza podatkowa albo znacznie musiałyby wzrosnąć wynagrodzenia. Na jedno i drugie się nie zanosi – mówi Piotr Rogowiecki.

Opinia Lewiatana już jest gotowa, Pracodawcy RP swoją prześlą rządowi w ciągu kilku dni. W kilku punktach przedsiębiorcy wyraźnie różnią się ze związkowcami, np. w sprawie płacy minimalnej. Jesteśmy jednak skłonni zaakceptować ten niedoskonały budżet. Bo to mniejsze zło. Gdyby go policzyć ortodoksyjnie, trzeba by było przeprowadzić głębokie cięcia wydatków, by bardziej obniżyć deficyt – mówi Jacek Adamski. Piotr Rogowiecki uważa natomiast, że trudno wymagać od rządu, żeby publikował kilka wersji budżetu. Choć chciałbym wiedzieć, co się stanie, jeżeli bezrobocie w przyszłym roku sięgnie 13,5 proc., i jak rząd będzie reagował na niższe wpływy z PIT – mówi.