Mimo rosnącej presji UE greccy politycy nie porozumieli się wczoraj co do wymaganych przez MFW cięć budżetowych. Przywódcy trzech partii koalicyjnych mieli to zrobić do niedzieli wieczorem, potem termin przedłużono do wczoraj. Dzisiaj rozmowy mają być kontynuowane.

– Dawno przekroczyliśmy wszystkie terminy – irytował się wczoraj rzecznik Komisji Europejskiej Amadeu Altafaj Tardio. – Czas jest tu kluczowy. Na stole leży los całej unii walutowej. Nie będzie porozumienia, jeśli Grecja nie przyjmie propozycji trojki (MFW, EBC i Komisja Europejska - red.) – dodawała kanclerz Niemiec Angela Merkel. Greccy przywódcy zignorowali te ponaglenia. Rozmowy zostały po raz kolejny przerwane wczoraj o 16 czasu ateńskiego.

Czas jednak upływa. W środę zbierają się ministrowie finansów Eurolandu, którzy mają podjąć decyzję w sprawie drugiego bailoutu dla Grecji. Chodzi o 130 mld euro, bez których Ateny nie będą w stanie zrefinansować wygasających 20 marca obligacji, wartych 14,4 mld euro. Decyzja nie zostanie jednak podjęta, jeśli wcześniej Grecja nie porozumie się z prywatnymi wierzycielami co do zasad redukcji długu i nie przyjmie żądań trojki w sprawie kolejnych cięć budżetowych.

W tej drugiej kwestii nie ma jednak zgody w samej koalicji. Sojusz socjalistów z PASOK, konserwatystów z Nowej Demokracji i nacjonalistów z Prawosławnego Zgromadzenia Ludowego (LAOS), powstały pod presją Zachodu po odwołaniu premiera Georgiosa Papandreu, jest skłócony w kwestii kontynuacji terapii szokowej. ND i LAOS nie chcą słyszeć zwłaszcza o rezygnacji z wypłacania 13. i 14. pensji. W zamian są w stanie poprzeć 20-proc. redukcję płacy minimalnej (obecnie 751 euro). Kością niezgody pozostaje też kwestia zwolnienia 15 tys. urzędników (wcześniej Grecja obiecała już zwolnienie dwukrotnie większej liczby pracowników, jednak ostatecznie skończyło się na tysiącu) i obniżka dodatków do emerytur.

– Nie przyłożymy ręki do wybuchu rewolucji – mówił szef LAOS Georgios Karadzaferis. – Chcą nam pogłębić recesję. Nie stać nas na to – dodawał lider ND Andonis Samaras. Przeciwnicy cięć cieszą się poparciem ulicy. Dwie największe centrale związkowe zapowiedziały na dzisiaj strajk ostrzegawczy. – Mimo naszych wyrzeczeń i przyznania, że obecna polityka to błąd, ciągle żądają od nas kolejnych oszczędności – mówił przywódca jednej z nich Ilias Iliopulos.

Politycy obawiają się poprzeć cięcia, ponieważ w kwietniu czekają ich przedterminowe wybory parlamentarne. Sondaże już dziś wróżą lawinowy wzrost poparcia dla komunistów. Papandreu, wciąż pozostający liderem PASOK, zaproponował wczoraj przełożenie wyborów na 2013 r. Być może taka propozycja zachęci polityków do większej odwagi.