Polska może uzyskać 300 mld zł z nowego budżetu Unii Europejskiej, czyli ok. 80 mld euro. Nowy wieloletni budżet unijny dotyczy lat 2014 - 2020. Środki z UE mają niebagatelne znaczenie dla poziomu PKB. Z szacunków wynika, że w latach 2008 - 2011 ich wkład w nasz wzrost wynosił 0,5-0,7 pkt proc. – mówi Jakub Borowski, główny ekonomista Kredyt Banku. Przekonuje, że to dzięki tym środkom i przyspieszeniu wydatków związanych z Euro 2012, stymulacji fiskalnej, słabemu złotemu Polsce pomimo kryzysu udało się osiągać wysoki wzrost PKB i zmniejszać lukę pomiędzy nami a wysokorozwiniętymi krajami UE.

Jednak to, że wykorzystanie środków z UE pozwoliło na dokładanie nawet 0,7 pkt proc. do naszego wzrostu, wynikało ze struktury ich wykorzystania – przede wszystkim na inwestycje infrastrukturalne. Na jaki wzrost środki z UE przełożą się w kolejnych latach, zależeć będzie od tego, na co zostaną przeznaczone. Największe wymierne dla budżetu efekty daje ich ulokowanie w budownictwie – dróg, kolei etc. Jeśli natomiast większy strumień popłynie w inwestycje miękkie, np. budowę strategii rozwoju regionalnego, to wpływ na PKB będzie zdecydowanie niższy – uważa Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Invest-Banku.

Wykorzystanie nowych środków zależeć także będzie od stanu finansów państwa. Dlatego tak ważne jest obniżenie deficytu, a w konsekwencji i długu. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że tak jak w poprzednich okresach napływ środków z nowego budżetu UE może się opóźnić o kilka miesięcy, a nawet o rok. Do tego czasu musimy obniżyć i deficyt, i dług tak byśmy mieli poduszkę na wkład własny w projekty – przekonuje Wiktor Wojciechowski.

W ostatnich pięciu latach napłynęło do naszego kraju w formie zaliczek i refundacji ponad 16,5 mld euro, co oznacza, że więcej niż co piąte euro trafiało na realizację programów w Polsce. Eksperci nie ukrywają, że najtrudniejszy dla polskiego wzrostu będzie okres przejściowy – druga połowa 2012 roku i rok przyszły. W drugiej połowie tego roku zaczną wygasać inwestycje związane z Euro 2012. Nowe współfinansowane przez sektor publiczny nie ruszą ze względu na oszczędności, a inwestorzy prywatni nadal będą wstrzymywali swoje ze względu na spowolnienie – tłumaczy Jakub Borowski. W efekcie może się to odbić na rynku pracy, konsumpcji, a w konsekwencji na wpływach do budżetu.