Tak zdecydowali członkowie Rady Polityki Pieniężnej. Na ostatnim posiedzeniu uznali, że w przypadku utrzymania się relatywnie wysokiego tempa krajowego wzrostu gospodarczego oraz podwyższonej inflacji, a także oczekiwań inflacyjnych, nie można wykluczyć podwyżki stóp procentowych NBP.

Marek Belka, prezes NBP i przewodniczący rady, stwierdził nawet, że tak wysokiej inflacji nie można tolerować nie tylko na dłuższą, ale nawet średnią metę, bo psuje jakość wzrostu gospodarczego. Dlatego jego zdaniem w pewnych okolicznościach należałoby się zastanowić nad podniesieniem stóp. W tłumaczeniu szef NBP sugeruje, że można by to zrobić jedynie przy utrzymującej się wysokiej dynamice PKB.

Po takich wypowiedziach ciarki pewnie przeszły po plecach niejednemu kredytobiorcy zadłużonemu w złotych, bo ewentualna podwyżka stóp to ryzyko wzrostu rat kredytów. Równocześnie RPP z prof. Belką u steru poprawili nastroje zadłużonym w walutach, bo udało się wzmocnić złotego kosztem głównych walut. Frank kosztował już 3,50 zł – od początku roku stracił ponad 17 gorszy. Euro 4,23 zł i ubyło mu 27 groszy, a dolar został odchudzony o 32 grosze – do 3,21 zł.