Temat grecki jest ostatnio dość popularny w zachodniej prasie ekonomicznej, stąd też dziwne by było, gdyby po weekendzie nie ukazało się nic ciekawego. I tak niemiecki „Der Spiegel” powołując się na źródła twierdzi, że wspólny raport z prac misji MFW, Komisji Europejskiej i ECB ukaże się już w tym tygodniu, ale będzie negatywny. Może on pokazać, że Grecy nie wypełnili żadnego z kryteriów fiskalnych, do których zobowiązali się zgadzając się na pomoc w ubiegłym roku. Tyle, że to aż tak nie zaskakuje, jeżeli spojrzymy na ostatnie wydarzenia (sygnały jakoby MFW nie chciał przekazać swojej transzy czerwcowej pożyczki dla Grecji).

Tym samym istotniejsze mogą okazać się spekulacje agencji Dow Jones, której zdaniem ministrowie finansów państw strefy euro mogą zebrać się na specjalnym spotkaniu ws. sytuacji w Grecji, już za tydzień, w poniedziałek 6 czerwca. Najbardziej interesujące są natomiast informacje dziennika Financial Times. Przytacza on słowa Lorenzo Bini-Smaghi z ECB, który krytykuje tych, których zdaniem operacja restrukturyzacji greckiego długu mogłaby być uporządkowana (widać tu też afront do ostatnich wypowiedzi prof. Nouriela Rubiniego). Jednocześnie wyklucza on nawet tzw. operację przeprofilowania długu, na co mogliby się zgodzić europejscy politycy.

Dziennikarze Financial Times spekulują nt. „bezprecedensowej interwencji” w grecką gospodarkę, której szczegóły mają być teraz omawiane w europejskich kuluarach. Miałaby ona dotyczyć zmian w przepisach podatkowych, masowej prywatyzacji, ale i też zakładałaby 30 mld EUR kolejnej pożyczki dla Aten (kwota jest już szacunkiem członka ECB). To jednak mniej, niż 60 mld EUR o których spekulowano wcześniej. Aby móc ocenić jak to odbierze rynek warto zwrócić uwagę na jedną dosć ważną kwestię – sondaże polityczne pokazują, że poparcie dla rządzących Grecją socjalistów z PASOK jest praktycznie takie samo, jak dla opozycyjnej Nowej Demokracji.

Z kolei aż 74 proc. społeczeństwa chciałoby renegocjowania warunków pożyczki z 2010 r. – co pokazuje powszechne niezadowolenie z rządowych reform. Czy w sytuacji, kiedy grecki rząd będzie miał coraz mniej do powiedzenia wykonując kolejne zalecenia napływające z Brukseli i Waszyngtonu, nie dojdzie do społecznego paraliżu kraju i próby rewolty? Na razie jednak sam fakt, iż 6 czerwca możemy poznać jakiś plan, który mógłby choć na chwilę przerwać ten swoisty węzeł gordyjski, może być odbierany pozytywnie przez rynki finansowe. Bo jednocześnie dawałby nadzieję, że Irlandia i Portugalia szybciej wrócą na rynki finansowe i nie będą potrzebowały kolejnej pomocy w latach 2012-13.

Dzisiaj brak aktywności inwestorów z Wielkiej Brytanii i USA, będzie ujemnie wpływał na obroty na rynkach, w tym także w kraju. Można spodziewać się dość spokojnej sesji, co może wykorzystać bank BGK sprzedając euro na rynku. Niemniej, jeżeli dzisiejsze informacje Financial Times znalazłyby potwierdzenie w kręgach europejskich polityków, to w kolejnych dniach rynek zacząłby się pozycjonować pod planowane poniedziałek 6 czerwca, spotkanie ws. Grecji. A to mogłoby sugerować przełom w dotychczasowej tendencji na rynkach.

Oczywiście nie należy zapominać o istotnych publikacjach z amerykańskiej gospodarki, jakie napłyną w najbliższych dniach (kluczowe będą indeksy ISM i comiesięczne dane z rynku pracy). Tutaj jednak słabe dane mogłyby tylko nasilić spekulacje nt. możliwego programu QE3 (w raporcie tygodniowym napisałem, że przedstawicielom FED nie opłaca się teraz temu zaprzeczać) i tym samym osłabić dolara, wzmacniając przy tym inne waluty, w tym też złotego.

EUR/PLN: Zachowanie się rynku w ostatni piątek, kiedy to mieliśmy czarną świecę spadkową w okolice 3,96, pokazuje, że sesja przełomowa może być już za nami. Nie należy oczekiwać, aby rynkowi udało się w tym tygodniu sforsować okolice 3,98-3,99 i zaatakować rejon 4,00. Dzisiaj najprawdopodobniej pozostaniemy w paśmie wahań 3,96-3,98, a w kolejnych dniach notowania zjadą poniżej 3,94.

USD/PLN: Silny spadek dolara, jaki miał miejsce w piątek, sprawił, że rejon 2,80 będzie teraz mocnym oporem i wyraźne wyjście powyżej tego poziomu w najbliższych dniach może być trudne. Dzisiaj możemy próbować forsować piątkowe minimum w rejonie 2,7670. Kolejne dni powinny przynieść spadek wyraźnie poniżej 2,75.

EUR/USD: Naruszenie poziomu 1,43, jakie miało miejsce w niedzielę wieczorem, pokazuje, że rynek ma większą ochotę na zwyżki, niż spadki. W efekcie perspektywę spadku do 1,40 można na razie odłożyć na bok. W tym tygodniu można by się spodziewać testowania okolic 1,45-1,46, co odpowiada 300 pipsowej szerokości formacji spadającej flagi, którą właśnie opuszczamy górą. Rejon 1,4520 to też mocne poziomy wynikające z techniki Price Action. Za możliwością takiego scenariusza opowiadałyby się też dzienne wskaźniki. Mocne wsparcie na dzisiaj to okolice 1,4240, a opór to niedzielne okolice 1,4330 i dalej szczyt z 20 maja na 1,4345.

GBP/USD: Tak mocna zwyżka notowań funta prowokuje do korekty, ale ta może być płytka. Silne wsparcie to już okolice 1,6400-1,6430, które możemy testować dzisiaj. W kolejnych dniach można by spodziewać się próby testowania okolic 1,6550-1,66. Inwestorzy jak widać ignorują dzisiejsze informacje The Guardian, który powołując się na opinię Brytyjskiej Izby Handlowej (BCC), twierdzi, że wzrost gospodarczy może być w tym roku znacznie wolniejszy, niż się to powszechnie sądzi.
Sporządził: Marek Rogalski – analityk DM BOŚ (BOSSA FX)