Wczoraj po południu zwracałem uwagę, że lepsze zachowanie się rynku nie świadczy o powrocie optymizmu, a wystarczą kolejne negatywne spekulacje wokół Grecji, aby euro znów ruszyło na południe. I tak wczoraj późnym wieczorem na rynku pojawiły się spekulacje, jakoby grecki premier Papandreu rozważał ustąpienie ze stanowiska (ma w tym celu spotkać się dzisiaj z prezydentem), a przyczyną miałyby być trudności we wprowadzaniu reform. Wczoraj lider opozycji zapowiedział, że nie poprze nowych cięć wydatków, a związki zawodowe już zapowiedziały kolejne masowe strajki na czerwiec.

Tyle, że powstaje pytanie – greccy socjaliści z PASOK mają cały czas przewagę w parlamencie, więc taki ruch ze strony premiera, nie byłby do końca rozsądny – chyba, że rzeczywiście obawia się on kompletnego paraliżu kraju w czerwcu. Tyle, że wcześniejsze wybory w Grecji byłyby równoznaczne z ogłoszeniem bankructwa przez ten kraj, bo nikt nie pożyczy Grekom nowych środków, jeżeli ci nie dadzą gwarancji, że reformy będą realizowane. A głównym problemem jest czas – kolejna rata pomocy w wysokości 12 mld EUR powinna trafić do Grecji w najbliższych tygodniach. Tym samym prawdziwe wydaje się być ranne dementi ze strony greckiego rządu.

Mimo tego, temat greckich obaw wciąż pozostaje na tapecie. Dzisiaj rano niemiecki Der Spiegel znów straszył potencjalnymi stratami (także w bilansie ECB), które mogłyby być wynikiem restrukturyzacji greckiego długu, a w jeszcze bardziej pesymistycznym tonie piszą dziennikarze Wall Street Journal. Warto też odnotować wczorajsze wypowiedzi dwóch członków Europejskiego Banku Centralnego – Lorenzo Bini Smaghi i Christiana Noyera, którzy odrzucają możliwość dobrowolnego „reprofilingu”, czyli wydłużenia Grekom terminów płatności ich zadłużenia. Przeciwną opinię wyraził na łamach hiszpańskiej prasy unijny komisarz Olli Rehn, ale wygląda na to, że ta możliwość zostanie chyba jednak storpedowana. Jedynym wyjściem pozostaje przyznanie Grekom dodatkowej pożyczki, ale o tym też nikt zbyt chętnie nie mówi. Sytuacja jest patowa.

Spekulacje wokół możliwości ogłoszenia wcześniejszych wyborów pojawiły się też w Hiszpanii po tym, jak w niedzielę rządzący socjaliści ponieśli klęskę w wyborach do samorządów. To może utrudnić premierowi Zapatero przeprowadzanie dalszych trudnych społecznie cięć, zwłaszcza, że demonstracje młodzieży w największych hiszpańskich miastach nadal trwają. Wydaje się, jednak, że także i w tym wypadku, spekulacje są nieco na wyrost.

Wczoraj słabo zachowała się giełda nowojorska, a rynek surowców po wcześniejszym odbiciu będącym wynikiem pozytywnych rekomendacji ze strony banków Goldman Sachs i Morgan Stanley, zaczął wracać do spadków. Dzisiaj kluczowe dane poznamy o godz. 14:30 – to zamówienia na dobra trwałego użytku w USA, a wcześniej o godz. 10:30 będzie mieć miejsce II odczyt dynamiki PKB za I kwartał w Wielkiej Brytanii – o ich wpływie na rynek piszę w subiektywnym kalendarzu. Nie należy też zapominać o publikacjach z Polski . O godz. 10:00 Główny Urząd Statystyczny poda informacje o sprzedaży detalicznej i bezrobociu. Ale nawet, gdyby były dobre, to i tak nie zdołają poprawić pogarszających się nastrojów.

EUR/PLN: Po tym jak wczoraj rynek utrzymał się powyżej bariery 3,94, było oczywiste, że spróbujemy ponownie zaatakować maksima z poniedziałku w okolicach 3,96. Nie wykluczone, że rejon ten zostanie wyraźnie naruszony dzisiaj po południu. To otworzyłoby drogę do 3,9720 (szczyt z 5 maja). Przeszkodzić w tym mógłby tylko bank BGK sprzedając większe ilości euro na rynku

USD/PLN: Wczoraj zwracałem uwagę, że wyraźniejszy spadek poniżej 2,80 jest mało prawdopodobny, biorąc pod uwagę scenariusz dla EUR/USD. Dzisiaj rano notowania naruszają rejon 2,82. Wydaje się, że test poniedziałkowych 2,83 jest kwestią najbliższych godzin. Zakładając dalsze spadki EUR/USD nie można wykluczyć, że do jutra zobaczymy okolice 2,85.

EUR/USD: Korekta została zakończona w okolicach 1,4120-1,4130, po czym rynek ruszył w dół. Układ wskaźników jest negatywny i sugeruje przynajmniej testowanie poniedziałkowego minimum na 1,3968 jeszcze dzisiaj. Najpóźniej jutro powinniśmy zobaczyć 1,3860-1,3900.

GBP/USD: Wczoraj funt zachował się dość dobrze, a dzisiejsza ranna korekta nie jest zbyt duża. To się jednak może zmienić, gdy napłyną słabsze dane o PKB o godz. 10:30, a także kiepskie dane z USA o godz. 14:30. To może nam sprowadzić do wieczora kurs funta w okolice 1,6060.