Jak to zwykle bywa, diabeł tkwi w szczegółach. Wczorajsze posiedzenie Eurogrupy teoretycznie było zgodne z tym, czego rynek się wcześniej spodziewał. Ministrowie finansów państw strefy euro uzgodnili pożyczkę dla Portugalii w kwocie 78 mld EUR, która będzie oprocentowana na poziomie 5,5-6,0 proc., a Jean-Claude Juncker (przewodniczący im premier Luksemburga) wyrazil nadzieję, że pierwsza transza środków trafi do Lizbony już w końcu maja. Tyle, że ministrowie (najpewniej pod wpływem żądań Finlandii, która uważała, iż ryzyko związane z „bailoutem” dla Portugalii powinni ponieść także prywatni inwestorzy) zobowiązali Lizbonę do rozmów ze swoimi prywatnymi wierzycielami.

Ich celem ma być dobrowolne przekonanie ich do tego, aby utrzymali swoją obecną ekspozycję na rynku, czyli zwyczajnie nie redukowali swojego udziału w portugalskich papierach. To teoretycznie symboliczne działanie, ale pokazujące w którą stronę zaczyna iść ogólna tendencja. Do podobnych działań zobowiązano też Grecję – Ateny mają jednak trudniejsze zadanie – mają próbować przekonać swoich wierzycieli do tego, aby zgodzili się dobrowolnie wydłużyć czas spłaty obecnego długu. Szef Eurogrupy powiedział wprawdzie, iż nie jest to żadna forma restrukturyzacji i ta nadal nie jest brana pod uwagę, ale widać, że próbuje się już „różnych sztuczek”.

Zresztą J.C.Juncker bez ogródek przyznał wczoraj, że sytuacja Grecji jest „ekstremalnie trudna”. Wezwano wprawdzie Ateny do podjęcia dodatkowych działań reformatorskich, w tym przeprowadzenia masowej prywatyzacji, ale nie jest tajemnicą poliszynela, że bez dodatkowej pomocy finansowej, która da środki na obsługę długu w 2012 r., się nie obejdzie. Tym samym presja Eurogrupy w stronę negocjacji z prywatnymi inwestorami w przypadku Portugalii i Grecji, była jedną z przyczyn dla których obserwowana wcześniej zwyżka notowań euro załamała się w godzinach wieczornych.

Notowania EUR/USD zawróciły z okolic 1,4244 do 1,4130 około północy. W kolejnych godzinach euro zaczęło jednak znów zyskiwać. Bo większe znaczenie mają wczorajsze popołudniowe słowa kanclerz Merkel (szczegółowo pisałem o tym w raporcie popołudniowym), które wykluczają możliwość restrukturyzacji greckiego długu przed 2013 r. Jednocześnie wczorajszy słabszy odczyt indeksu NY FED Mfg. przypomniał inwestorom o wciąż niepewnej kondycji amerykańskiej gospodarki. To zaszkodziło wczoraj Wall Street, ale w kontekście jutrzejszej publikacji zapisków z kwietniowego posiedzenia FED, może negatywnie rzutować na dolara.

Dzisiaj w kalendarzu mamy spotkanie europejskich ministrów finansów w rozszerzonym składzie, dane o inflacji CPI na Wyspach, indeks ZEW w Niemczech, a także paczkę danych z USA, w której wyróżnia się publikacja dynamiki produkcji przemysłowej w kwietniu – o ich wpływie na rynek piszę w subiektywnym kalendarzu makro. Generalnie widać jednak szanse na poprawę nastrojów w kolejnych dniach – to powinno skutkować osłabieniem dolara i umocnieniem się złotego w kraju. Zwłaszcza, że resort finansów cały czas przypomina o swojej „gotowości” do sprzedaży euro na rynku.

EUR/PLN: Rynek ciąży w stronę 3,92, który to poziom może zostać dzisiaj naruszony. Gdyby tak się stało, to w perspektywie kolejnych dni można byłoby mówić o spadku w okolice 3,89/3,90. Silny opór to nadal okolice 3,94.

USD/PLN: Dolar odbił się wczoraj od oporu 2,80 i nie zdołał powrócić w te okolice dzisiaj rano (to wynik innego zachowania się EUR/USD). Wydaje się, że szanse na ponowny test 2,80 w najbliższym czasie, oddalają się. Rynek będzie raczej zmierzać na przebicie wsparcia 2,75-2,76. To w kolejnych dniach otworzy drogę do 2,72-2,73.

EUR/USD: Na dziennym wykresie pojawiają się sygnały, które można uznać za próbę wykształcenia korekty wzrostowej, która mogłaby potrwać nawet kilka dni. Jeżeli dzisiaj uda się na trwale powrócić powyżej 1,42, to scenariusz ten będzie miał większą szansę na realizację. Wydaje się, że do wieczora rynek powinien skutecznie sforsować opór na 1,4250 i zmierzyć się z 1,4280. W kolejnych dniach zwyżka powinna wynieść nas do 1,4400-1,4450. Mocne wsparcie na teraz to okolice 1,4130-50.

GBP/USD: Funt próbuje powrócić ponad ważny opór na 1,6230. Jeżeli to będzie dzisiaj trwałe, to dostaniemy sygnał do korekty w górę, która może potrwać nawet kilka dni. Jej celem byłyby okolice 1,64. Mocne