Podczas dzisiejszej konferencji prasowej J.C.Tricheta nie padły sformułowania o „wzmożonej czujności” (strong vigilance), co byłoby odebrane jako zapowiedź rychłej podwyżki stóp procentowych. Szef ECB wolał być ostrożny – padło sformułowanie o uważnym monitorowaniu cen, czy też akomodacyjnej polityki banku centralnego, ale dodano, że na razie wzrost HICP nie prowadzi do powstania efektów drugiej rundy inflacji.

W efekcie inwestorzy dostali dość mocny pretekst do zrealizowania ostatnich zysków ze zwyżek euro. Błędem byłoby jednak skupienie się tylko na tej kwestii. Bo jak wytłumaczyć spadki cen surowców, wyraźne umocnienie się japońskiego jena, czy też szwajcarskiego franka? A także odrabianie ostatnich strat przez dolara? Widać wyraźnie, że globalne ryzyko rośnie.

Powodem są zaskakująco słabe odczyty danych makroekonomicznych z USA, które zaczynają też rzutować na rynki akcji (w dół ciągnie Wall Street). Opublikowany dzisiaj odczyt danych o cotygodniowym bezrobociu zaczyna już mocno niepokoić – wzrosło ono do 474 tys. z 431 tys. po korekcie przed tygodniem. Tym samym zaczynamy wracać do wartości z połowy ubiegłego roku, a więc czasu sprzed słynnego programu QE2. Budzi to też duże obawy przed jutrzejszą publikacją Departamentu Pracy.

Jeżeli stopa bezrobocia wzrośnie z obecnych 8,8 proc., a gospodarka odnotuje zaledwie kilkadziesiąt, zamiast 200 tys. nowych etatów w sektorze pozarolniczym, to pojawią się dość mocne pytania o perspektywy dla amerykańskiej gospodarki i skuteczność obecnej polityki FED. A stąd już łatwo o preteksty do poważniejszej, majowej przeceny na rynkach.

W kraju należy odnotować informację o rozpoczęciu wymiany środków unijnych bezpośrednio na rynku walutowym (resort finansów nie podał więcej szczegółów i zgodnie z planem informacje o kwotach będą utajnione). Rząd przyjął też projekt budżetu na 2012 r., zakładając, że deficyt nie przekroczy 35 mld zł. Zdaniem Jacka Rostowskiego uda się jednocześnie ograniczyć deficyt sektora finansów publicznych do 2,9 proc. PKB z obecnych 7,9 proc. PKB. Złoty zignorował jednak te informacje. Nie wykluczone, że też dlatego, że bardzo trudno jest w obecnej niestabilnej gospodarczej rzeczywistości (przykład dają ostatnie słabsze odczyty z USA), przyjąć wiarygodne prognozy gospodarcze na 2012 r. Rynek będzie też ciekaw, jak do projektu budżetu odniosą się agencje ratingowe.

EUR/USD: Rejon 1,4750-1,4800 został złamany i będzie teraz mocnym oporem. Dynamika spadku jest dość duża, co nie wyklucza, że do końca tygodnia zejdziemy w okolice 1,45. Dla długoterminowych inwestorów sygnałem do „paniki” będzie dopiero złamanie 1,4280 (dawnego szczytu z listopada 2010 r.)
Sporządził: Marek Rogalski – analityk DM BOŚ (BOSSA FX)