Francji grozi – nawet już w tym roku – obniżenie najwyższego ratingu AAA. Wczoraj rząd podał, iż w 2010 r. kraj miał rekordowy deficyt budżetowy – 7,7 proc. PKB. I historyczny deficyt handlowy – 51 mld euro. Prezydent Nicolas Sarkozy ma nadzieję, że przy pomocy Merkel i Brukseli narzuci Francuzom plan oszczędnościowy, nim rynki stracą wiarę w wypłacalność kraju.

O ile w 2009 r. wytłumaczeniem dla fatalnej kondycji finansów publicznych i szwankującego eksportu było załamanie na rynkach, to złe dane za 2010 r. świadczą o problemach strukturalnych francuskiej gospodarki.

– Francja żyje na kredyt, bo cieszyła się wielkim zaufaniem rynków finansowych. Ale Francja dojdzie do ściany, kiedy agencje ratingowe odbiorą jej najlepszy rating kredytowy (AAA). Taki scenariusz jest możliwy w tym roku – mówi „DGP” Daniel Gros, szef brukselskiego Centrum Europejskich Analiz Politycznych (CEPS).

Sarkozy wielokrotnie próbował przeprowadzić reformy strukturalne, ale opór społeczeństwa i związków zawodowych okazywał się zbyt duży. – Teraz chce, aby te same zmiany odgórnie wymusiła Bruksela – mówi Gros. Na ostatnim szczycie w Brukseli to Sarkozy najsilniej wsparł pomysł ustanowienia paktu dla konkurencyjności zgłoszony przez kanclerz Angelę Merkel. Pakt ma wymusić na krajach strefy euro bolesne reformy. Przyjęcie tych regulacji mogłoby być dla Sarkozy’ego alibi we wprowadzaniu bolesnych zmian w samej Francji.

W zeszłym roku sam deficyt wydatków rządu centralnego osiągnął 148,8 mld euro wobec 138 mld euro w poprzednim, kryzysowym roku. Minister ds. budżetu Pierre Lellouche tłumaczy, że to przede wszystkim wynik planu stymulacji gospodarki. W tym roku takich nadzwyczajnych wydatków już nie będzie, więc deficyt budżetowy powinien zostać sprowadzony do 6 proc. PKB.

Jean-Michel Six, główny ekonomista Standard & Poor’s, zgadza się, że poprawa stanu finansów publicznych w 2011 r. jest prawdopodobna. Ale wątpi już w plany dalszego ograniczenia deficytu – według rządu ma wynieść 4,6 proc. PKB w 2012 r. i 3 proc. w 2013 r. To wymagałoby dotkliwych cięć w wydatkach socjalnych, na ktore Francuzi nie chcą się zgodzić. Zdaniem Sixa plan stymulacji gospodarki nie przyniósł oczekiwanych wyników: w tym roku wzrost PKB będzie niższy niż 2 proc. (wobec 3,6 – 4 proc. w Polsce).

Francja pozostaje coraz bardziej w tyle za Niemcami pod względem eksportu. O ile w ub.r. niemieckie firmy wyeksportowały towary za 950 mld euro, to francuskie już tylko za 392 mld euro. Co prawda francuski eksport zwiększył się o 13 proc. (polski o 22 proc.) w stosunku do 2009 r., ale import rósł dużo szybciej.

Pierre Lellouche uważa, że rosnący deficyt handlowy to efekt wysokich cen ropy; na jej import Francja w minionym roku wydała 48 mld euro. Ale też zbyt mały udział sprzedaży do najszybciej rozwijających się regionów świata. Tylko 10,8 proc. francuskich towarów trafia do Azji, a 61,3 proc. do krajów unijnych. Firmy francuskie niechętnie podejmują wyzwania konkurencji na rynkach międzynarodowych. O ile 10 lat temu 105 tys. przedsiębiorstw zajmowało się eksportem, to dziś 91 tys.

Sarkozy’ego czekają w 2012 r. wybory, na wojnę z Francuzami więc nie pójdzie. Ale jeśli uda się na marcowym szczycie przeforsować kilka kluczowych regulacji, jak wprowadzenie konstytucyjnego limitu deficytu budżetowego czy likwidację indeksacji pensji i emerytur, to uzdrowianie finansów Francji może dać reelekcję Sarkozy’emu.