Zdaniem specjalistów ma to związek z optymistycznymi perspektywami dotyczącymi tegorocznego wzrostu gospodarczego. W 2010 r., gdy spowolnienie gospodarcze dawało się nam we znaki (szczególnie w pierwszej części roku), siła nabywcza Polaków spadła o 1,5 proc. względem 2009 r., czyli o 11,7 mld zł.

Mimo przewidywanej poprawy zamożności w tym roku na tle Europy nadal wypadamy pod tym względem blado. Przeciętny mieszkaniec tzw. starej Unii ma do wydania w ciągu roku równowartość ok. 44 tys. zł, podczas gdy Polak – 2,7 tys. zł. Pieniądze przeznaczy przede wszystkim na najpotrzebniejsze wydatki związane z utrzymaniem, w tym rachunki i artykuły codziennego użytku. Na ten cel pójdzie 80 proc. dochodów. Pozostała kwota zostanie spożytkowana na przyjemności oraz na inwestycje.

Wciąż najbardziej zamożni są mieszkańcy Warszawy. Mają do wydania o 69 proc. więcej pieniędzy od przeciętnego mieszkańca kraju, czyli ponad 40 tys. zł. W porównaniu z mieszkańcami Wrocławia są natomiast zamożniejsi już tylko o 20 proc. Wydatki warszawiaków stanowią około 66 proc. średniej europejskiej. – Wahania na poziomie regionalnym wynikają z różnicy w zarobkach, poziomu bezrobocia, liczby osób w wieku produkcyjnym oraz wartości pozaoficjalnych i nierejestrowanych dochodów, o które najłatwiej w największych miastach – tłumaczy Przemysław Dwojak z GfK Polonia.

Aż 73 proc. spośród wszystkich 2479 polskich gmin charakteryzuje niska zamożność mieszkańców. W nich indeks siły nabywczej jest co najmniej o 10 proc. niższy od średniej wartości indeksu liczonego dla Polski. Z kolei obszarów gminnych z ponadprzeciętnym wskaźnikiem zamożności co najmniej o 10 proc. wyższym od przeciętnego jest w Polsce 145, a więc niespełna 6 proc. wszystkich obszarów gminnych.