>>>Ten program rozliczy cię z fiskusem

Fundusze emerytalne mają prawdopodobnie ostatnią okazję na duże zakupy obligacji. W styczniu OFE dostały ponad 1,8 mld zł ze składek – poinformował wczoraj Zakład Ubezpieczeń Społecznych.Podobnie wysokie przelewy będą jeszcze tylko przez dwa miesiące. Jeśli składka do OFE zostanie obniżona od 1 kwietnia z 7,3 proc. pensji do 2,3 proc., jak planuje rząd, do OFE trafiać będzie 560 – 580 mln zł miesięcznie.

Zmienią się też limity inwestycyjne OFE. Z propozycji ministra Michała Boniego wynika, że fundusze mają stopniowo zmieniać strukturę swoich inwestycji, tak by coraz większą część ich portfela stanowiły akcje giełdowych spółek. Nie oznacza to jednak, że zaczną wyprzedawać obligacje, lecz że nowe składki mają trafiać właśnie na giełdę. W tym roku limit będzie wynosić 40 proc., w kolejnych latach będzie rósł o 2 – 2,5 proc. i w 2020 r. wyniesie 62 proc.

– W konsekwencji wpływ na popyt ze strony funduszy emerytalnych na rynku akcji będzie umiarkowany, ale za to na obligacje skarbowe zdecydowanie spadnie – mówi „DGP” Adam Kałdus, zarządzający w funduszu emerytalnym PKO BP Bankowy.

To, co kupią z pomniejszonej składki otwarte fundusze emerytalne, będzie też zależeć od koniunktury na rynkach finansowych. Poza obligacjami skarbowymi OFE kupują też papiery dłużne emitowane przez firmy, samorządy oraz samorządowe spółki. Tu też wpływ nie powinien być duży, bo OFE, choć od kilku miesięcy wyraźnie zwiększają zainteresowanie tymi papierami, to ich udział w portfelu funduszy jest niewielki, ok. 3-procentowy.

– Jeśli giełda będzie szybko rosła, to nawet bez dokupowania akcji można wykorzystać cały limit inwestycyjny i wtedy i tak będziemy skazani na obligacje – mówi Kałdus.

W styczniu średnia składka odprowadzana do OFE wynosiła 163 zł, a podstawa, od jakiej była naliczana, czyli w uproszczeniu pensja brutto, to ponad 2,2 tys. zł.

Mimo że los OFE wydaje się przesądzony, to ciągle budzi wielkie emocje. Do debaty na temat funduszy prof. Leszka Balcerowicza, krytyka rządowych propozycji, wezwał w środę minister finansów Jacek Rostowski. Balcerowicz rozmawiać jednak nie zamierza. Zaproponował, by Rostowski odpowiedział pisemnie na krytykę.