Od 1 kwietnia 5 proc. obowiązkowych składek emerytalnych zamiast do OFE trafi na nowe, indywidualne konta w ZUS. Rząd tłumaczy, że nie spowoduje to spadku emerytur, nie przedstawił jednak żadnych symulacji, które by to potwierdziły. Oferuje za to przyszłym emerytom ulgę podatkową, pod warunkiem że będą dodatkowo odkładać pieniądze w OFE lub funduszach inwestycyjnych. Rząd chce w ten sposób zrekompensować OFE spadki wpływów. W 2012 r. przyszli emeryci będą mogli odłożyć dodatkowo na emerytury 2 proc. swojego wynagrodzenia ponad obowiązkowe 19,52 proc. W 2017 r. już 4 proc. – To sygnał dla ubezpieczonych, że bez dodatkowych składek dostaną niską emeryturę – uważa Ewa Lewicka, prezes Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych.

Sprawdziliśmy, ile faktycznie dadzą im dodatkowe składki. Pozostańmy tylko przy wariancie dodatkowych 2 proc. Osoba zarabiająca 2 tys. zł brutto miesięcznie wyłoży na dodatkową emeryturę 40 zł. Po 10 latach oszczędzania na jej koncie znajdzie się 4800 zł. Biorąc pod uwagę, że po ukończeniu 65 lat Polak żyje przeciętnie 205 miesięcy, jego emerytura zwiększy się o 23,41 zł. Propozycja rządu może być bardziej atrakcyjna dla lepiej zarabiających. Żeby po 10 latach dostać 98 zł więcej do emerytury, trzeba zarabiać ponad 8,3 tys. zł.

Oszczędności będzie więcej, jeżeli ziszczą się zapowiedzi premiera o uldze dla dodatkowo oszczędzających. Premier nie przedstawił żadnych szczegółów, minister finansów dał do zrozumienia, że nie zgodzi się na ulgę od podatku. Pozostaje więc odliczenie od przychodu. Nawet gdyby można odliczyć całość dodatkowych oszczędności, rocznie zyskamy dodatkowe 480 zł. Ani my, ani fundusze nie uskładają w ten sposób na spokojną starość.