Jeśli propozycja Boniego przejdzie przez rząd i parlament, w marcu 2011 r. emerytury i renty wzrosną o 39,43 zł. Oznacza to, że najniższe świadczenia (706 zł) podniosą się o dwa razy większą kwotę niż pierwotnie zaplanowano w ustawie budżetowej. Waloryzacja emerytur wynieść miała w przyszłym roku 2,46 proc.

Na zmianach stracą ci, których świadczenie przekracza 1460 zł. Emeryt pobierający miesięcznie 3 tys. zł zamiast 81 zł dostanie mniej niż połowę tej sumy.

Waloryzacja kwotowa, która zastąpi stosowaną do tej pory procentową, ma obowiązywać przez najbliższe trzy lata. Pomysł już od kilku miesięcy popiera premier Donald Tusk. Także minister pracy Jolanta Fedak uważa, że trzeba poprawić los najbiedniejszych emerytów. Poparcie premiera i pani minister gwarantuje szybkie przeprowadzenie zmian w Sejmie.

Trudniej będzie o poparcie ekspertów. – To rozwiązanie jest sprzeczne z ideą reformy emerytalnej, a nawet konstytucją – uważa Małgorzata Rusewicz, dyrektorka departamentu dialogu społecznego i stosunków pracy PKPP Lewiatan. Tego samego zdania jest wiceminister pracy Agnieszka Chłoń-Domińczak. Według nich wysokość świadczenia powinna zależeć od tego, ile emeryt wcześniej zarabiał i jaki ma staż pracy.

Eksperci przypominają, że pomysł premiera Tuska idzie w tym samym kierunku, co propozycje PiS. Rząd Kaczyńskiego przyznał emerytom wprawdzie nie waloryzację kwotową, ale jednorazowe dodatki.

– Każda zmiana waloryzacji procentowej na kwotową zaburza portfel i faworyzuje osoby, które mniej odłożyły w ZUS, kosztem tych, którzy odłożyli więcej – mówi „DGP” Aleksandra Wiktorow, była prezes ZUS, obecnie członek Rady Gospodarczej premiera. Jednocześnie dodaje, że przy niskiej inflacji kwotowa waloryzacja przeprowadzona jednorazowo byłaby dopuszczalna.

– W tym rozwiązaniu najbardziej nie podoba mi się, że automatycznie podniesiemy emerytury właściwie wszystkim rolnikom, niezależnie od tego, jakie mieli dochody – dodaje Wiktorow.

Jednocześnie z decyzją w sprawie waloryzacji emerytur rząd ma podjąć decyzję w sprawie OFE. Zapowiedział to premier na wtorkowym posiedzeniu Rady Ministrów.

Łączna decyzja w obu sprawach ma być sygnałem, że planowane przez rząd zmiany nie są wymierzone w emerytów. Tym bardziej że członkowie rządu nie ukrywają, iż decyzja dotycząca OFE ma związek z sytuacją finansów publicznych i generowanym przez system emerytalny deficytem i długiem.

Resorty finansów i pracy opowiadają się za zmniejszeniem składki, bo to oznacza nie tylko, że budżet wyda mniej, ale także zmniejszy się deficyt i spadanie tempo zadłużania. Michał Boni jest za tym, by ubytki w składce zostały zastąpione specjalnymi obligacjami emerytalnymi, jednak by nie były liczone do długu i deficytu, potrzebna byłaby zmiana statystyk.