Brutalnie skuteczny biznes szefa Ryanaira
Michael O’Leary jest najbardziej podziwianym i znienawidzonym szefem w branży lotniczej. Recepta na sukces jego linii lotniczych? Obiecujemy ci tani bilet bez wygód. Kupuj lub spadaj – powtarza do znudzenia
- Biura podróży rezygnują z LOT-u
- Chińskie linie lotnicze wkraczają do Polski
- Budują nikomu niepotrzebne lotnisko
- Po pogrzebie posłowie PiS pojechali na imieniny ojca Rydzyka
- Ryanair zabierze pasażerów z Łodzi do Mediolanu
- Stewardessy sparaliżują Okęcie
- UE wlepiła liniom lotniczym 800 mln euro kary za zmowę
- Tani przewoźnik wyrzucił z samolotu stu pasażerów!
- Tanie linie lotnicze zareklamują Podkarpacie
- Krwawy tyran z Afryki przyjechał na beatyfikację
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-22

temp. min 9°C max. 30°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Gdyby zagrożona bankructwem Irlandia chciała błyskawicznie pozbyć się deficytu budżetowego, powinna zatrudnić na stanowisku ministra finansów Michaela O’Leary’ego. Dla prezesa zarządu Ryanaira cięcie kosztów to zawodowa obsesja. Dzięki niej niewielka i deficytowa irlandzka linia lotnicza stała się trzecim przewoźnikiem w Europie, a on sam – z majątkiem szacowanym na ponad 400 mln euro – jednym z najbogatszych ludzi Zielonej Wyspy. Choć zarazem – najbardziej znienawidzonym człowiekiem w branży lotniczej.
Kiedy w 1991 r. właściciele Ryanaira zatrudniali 30-letniego O’Leary’ego – wówczas ich doradcę podatkowego – do przeprowadzenia restrukturyzacji, w najśmielszych snach nie spodziewali się tak spektakularnego sukcesu. Istniejąca od 1985 r. linia miała dwa samoloty, obsługiwała dwie trasy między Irlandią a Londynem, a w ciągu czterech poprzednich lat przyniosła 20 mln funtów straty. Właściciele z chęcią więc przystali na ofertę O’Leary’ego – 20 proc. od ewentualnych zysków. A te przyszły szybko, bo już po pierwszym roku wyprowadził ją na plus. Po części dlatego, że trafił w dobry czas – Unia Europejska właśnie zezwoliła na swobodną konkurencję na niebie – a także dlatego, że skutecznie przeniósł na europejski grunt pomysły podejrzane w amerykańskich Southwest Airlines, pierwszej i największej taniej linii lotniczej.
– Chcemy być jak Wal-Mart lotnictwa – zadeklarował O’Leary. I rzeczywiście, Ryanair pod jego rządami zaczął działać niczym lotniczy dyskont.
Kub bilet albo spadaj
Jeden typ samolotów (obecnie boeingi 737-800), by łatwiej było negocjować z producentem warunki zakupu, regionalne lotniska zamiast wielkich hubów, bo pobierają one mniejsze opłaty lotniskowe i łatwiej je zmusić do ich dalszego obniżania, czas postoju na lotnisku ograniczony do maksimum 25 minut, maksymalny przewidziany prawem czas pracy pilotów i załogi, brak dogodnych połączeń przesiadkowych, brak klasy biznes, darmowych posiłków i gazet, pobieranie dodatkowych opłat za wszystko, co się da – odprawę na lotnisku, rezerwację, płatność kartą, wózek inwalidzki. Dają one Ryanairowi 20 proc. wszystkich przychodów – w zeszłym roku było to 598 mln z prawie 3 mld euro. Ale kosztami obciążani są nie tylko pasażerowie – załogi muszą same płacić za swoje uniformy i posiłki, pracownicy przynoszą do biura własne długopisy, nie wolno im ładować w pracy telefonów komórkowych, a potencjalni chętni muszą zapłacić za rozmowę kwalifikacyjną. Takiej pracowniczej fanaberii jak związki zawodowe O’Leary oczywiście też nie toleruje.
– Ryanair może obiecać cztery rzeczy: niskie ceny, punktualność, małą liczbę odwołanych lotów i małą liczbę zgubionych bagaży. Ale jeśli chcesz czegoś więcej, spadaj. Czy zapewnimy ci hotel, jeśli twój lot został odwołany? Nie! Czy zwrócimy ci pieniądze za nierefundowany bilet, jeśli twój dziadek nagle zmarł? Nie interesują nas twoje smutne historie – wyjaśnia zasady działania szef Ryanaira.
Brutalne, ale skuteczne. Co roku Ryanair notuje kilkunastoprocentowy wzrost liczby pasażerów. Dziś ma 250 boeingów (plus kolejne 64 już zamówione), które obsługują 1100 tras w 27 krajach Europy, w zeszłym roku przewiózł 66,5 mln osób, co pod tym względem czyni go trzecią największą linią w Europie i największą na świecie, jeśli chodzi o przewozy na trasach międzynarodowych. W 2009 r. zanotował zysk w wysokości 318 mln euro. Choć regularnie wygrywa rankingi portali turystycznych na najmniej przyjazną pasażerowi linię lotniczą, czterech danych przez O’Leary’ego obietnic dotrzymuje. Przeciętna cena biletu to obecnie 32 euro, dwa razy mniej niż u jego największego konkurenta na rynku tanich linii, brytyjskiego EasyJeta. Także w statystykach punktualności i liczby zagubionych bagaży Ryanair bije na głowę rywali. Na dodatek, choć O’Leary kwestionuje globalne ocieplenie, a przynajmniej to, że samoloty się do niego przyczyniają, maszyny irlandzkiej linii są mniej szkodliwe dla środowiska – emitują mniej dwutlenku węgla, zużywają mniej paliwa i są cichsze od konkurencji. W ciągu ostatniej dekady cała flota została wymieniona i jest jedną z najmłodszych na świecie – dziś przeciętny wiek samolotu to 3,3 roku.
O’Leary nie przestaje wymyślać, jak jeszcze można uczynić latanie mniej komfortowym, ale tańszym. Brak zasłonek w oknach? Nie udało się, bo zabraniają tego unijne przepisy. Reklamy puszczane przez całą podróż? Już są. Co jeszcze? W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy zaproponował, by pasażerowie płacili jedno euro za korzystanie z toalet na pokładzie, co pozwoliłoby na zmniejszenie ich liczby i wstawienie dodatkowego rzędu siedzeń, by sami wnosili do samolotu swoje bagaże, by otyli płacili więcej za bilety, by wprowadzić miejsca stojące w tylnej części samolotu, a wreszcie, że wystarczy jeden pilot. – Po co w każdym samolocie jest dwóch? Niech cholerny komputer steruje lotem. A jeśli pilot będzie niedysponowany, może wezwać dzwonkiem przeszkoloną stewardesę, która przejmie odpowiedzialność za lądowanie. Prowadzenie samolotu nie jest wiele trudniejsze niż gra komputerowa – przekonywał we wrześniu. Media, organizacje broniące praw pasażerów, piloci i konkurenci przez wiele dni wieszali psy na O’Learym, ale szefowi Ryanaira o to właśnie chodziło. – Mam w d... to, czy ktoś mnie lubi, czy nie – mawia.














































~wojtek2010-10-28 21:05
jak mowi o`leary pracownicy to cytrynki ktore wyciska sie do ostatniej kropli, 100% kapitalistyczna firma
~Kist2010-10-24 23:52
Jak rzeczywiście wywalą drugiego pilota, to ja już więcej z nimi nie polecę...
~Pajak2010-10-24 22:58
No tak ale pobieranie 10 funtów, bo tyle placi sie za uzycie karty kredytowwej (inaczej nie mozna dokonac zakupu biletu ) to podkladanie "świni" dla banków ... biora tylko 3 % transakcji.
Losowe i uznaniowe pobieranie opłaty w pozycji "tax" w dowolnej wielkosci jest wskazaniem, że ten skladnik kosztu biletu pobiera jakaś nieokiełznana sila pastwiaca sie nad Rayanair.
Oczywista bzdura
Podziwiam prawników tej firmy w jaki sposób unikaja aby ich firma nie zasiadla na ławie sadowej.
Według angielskiej prasy juz banki konsoliduja sie przeciwko Rayanair rzadajac zwrotu fikcyjnych kosztów zakupu biletu...
~popieram2010-10-24 21:44
Ma gość rację - spaślaki niech płacą za dwóch bo samolot wynosi w powietrze wagę a nie sztukę, tak samo z żarciem z mikrofali , każdy może te 4 godziny wytrzymać. Dla mnie podróż z plecakiem pod nogami nie jest męcząca a jak ktoś chce super wygód i super żarcia w samolocie to są jeszcze inne linie. Mnie interesują bezpieczne bo na nowym sprzęcie i tanie podróże po świecie.
~aneta2010-10-24 17:37
Ciekawa jestem jak on sobie obciol pensje !!!
~gerry52010-10-24 14:47
NWO w Polsce youtube
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!