Jak wygląda bilans obniżenia wieku emerytalnego?

W tej sprawie ważne są nie tylko pieniądze, ale także szersze tło. Na koniec 2017 r. mieliśmy w systemie powszechnym 5 mln 493 tys. emerytów. W ciągu 12 miesięcy ich liczba wzrosła o 337 tys. Z kolei rencistów pod koniec minionego roku było 814 tys., a ich liczba spadła w porównaniu z poprzednim rokiem o blisko 100 tys. Na stałym poziomie pozostaje liczba rent rodzinnych. To pokazuje, że obniżenie wieku emerytalnego wpłynęło po części na przesunięcie między grupami emerytów i rencistów.

W efekcie, w całym 2017 r., Fundusz Ubezpieczeń Społecznych wydał 137 mld zł na emerytury, 17,5 mld zł na renty i 28 mld zł na renty rodzinne. Nasi księgowi policzyli, że z tytułu obniżenia wieku emerytalnego wypłacono 1,99 mld zł świadczeń. Do końca roku przyjęliśmy ponad 424 tys. wniosków od osób, które postanowiły skorzystać z możliwości wynikających z reformy. Wydaliśmy jednak 313 tys. decyzji o wypłacie świadczeń. Z tego wynika, że 79 proc. uprawnionych do emerytury z tytułu obniżenia wieku przeszło na nią i pobiera dziś świadczenie.

To nieco mniej niż szacowaliście, szykując się do ustawy, bo przewidywaliście przejście na emeryturę 83 proc. uprawnionych.

Tak. Myślę, że duży wpływ na efekt końcowy, na liczbę wypłacanych świadczeń, mają nasi emerytalno-rentowi doradcy, z których usług w ubiegłym roku skorzystało 4,5 mln klientów. Ważny był kalkulator emerytalny, w który wyposażyliśmy doradców. Oprócz liczby nowych emerytów zwraca uwagę ich struktura. 59 proc. to kobiety, natomiast z ekonomicznego punktu widzenia 60 proc. – i to jest ważna informacja – to osoby nieaktywne ekonomicznie, bezrobotni, ale i ci, którzy pobierali inne świadczenia z ZUS lub pomocy społecznej. Kolejne ok. 27 proc. pracowało na etacie, a 14 proc. prowadziło działalność gospodarczą lub było na umowach-zleceniach. Te liczby pokazują, że dla rynku pracy ubytek pracowników był mniejszy, niż zakładali niektórzy eksperci. Może ten wpływ będzie bardziej widoczny z upływem czasu. Styczniowe dane pokazują już, że w grupie nowych emerytów rośnie liczba tych, którzy pracowali w ostatnim czasie. Spośród osób, które złożyły wnioski o emeryturę w 2018 r., to już nie 27 proc. – jak w IV kwartale 2017 r. – ale 32 proc. Zobaczymy, czy ta tendencja utrzyma się w kolejnych miesiącach.

Czy wiadomo, ilu emerytów kontynuuje pracę po otrzymaniu świadczenia?

Na pewno znaczną grupę takich osób stanowią tzw. samozatrudnieni. W ich przypadku uzyskanie emerytury oznacza bowiem, że nie muszą opłacać składek na ubezpieczenia społeczne z tytułu prowadzenia działalności gospodarczej. Oczywiście nie dotyczy to składki zdrowotnej, dlatego liczba emerytów odprowadzających składkę zdrowotną jest większa niż tych, którzy płacą także składkę emerytalną.

W grudniu ubiegłego roku mieliśmy 454 tys. emerytów, za których odprowadzane były składki na ubezpieczenia społeczne. W ciągu roku przybyło ich 65 tys. Natomiast całkowita liczba emerytów z ubezpieczeniem zdrowotnym jest znacznie większa i w grudniu 2017 r. wynosiła 689 tys. osób. Różnica między tymi liczbami może pokazywać właśnie osoby prowadzące działalność, które kontynuują swoje dotychczasowe zajęcie mimo przejścia na emeryturę.

Żeby świadczenie było wyższe, bardziej opłaca się czekać niż wziąć emeryturę i dodatkowo dorabiać.

Obrazowo można powiedzieć, że jeżeli występujemy o ustalenie prawa do emerytury, to rozbijamy bank, to znaczy zamieniamy zgromadzony kapitał składkowy na dożywotnie, comiesięczne świadczenie na warunkach obowiązujących tu i teraz. Te warunki to przede wszystkim średnie dalsze trwanie życia dla osoby w dokładnie naszym, co do miesiąca, wieku. Nawet jeśli na emeryturze taka osoba pracuje, to jej składki gromadzone są od nowa i później w celu doliczenia do emerytury będą musiały zostać znowu zamienione na dożywotnią kwotę miesięczną. Oczywiście daje to odpowiedni wzrost świadczenia, ale nie o tyle, o ile wzrosłoby ono, gdyby ustalenie prawa nastąpiło później. Wtedy kapitał emerytalny, podlegając w międzyczasie waloryzacji składek i doliczeniu kolejnych składek w związku z pracą, zostałby podzielony przez mniejsze średnie dalsze trwanie życia. W tym roku waloryzacja składek będzie najwyższa od 2009 r. i wyniesie ok. 7 proc, co wynika głównie z wysokiego wzrostu wynagrodzeń w poprzednim roku. Dodajmy, że pod koniec kariery zawodowej przyrost kapitału emerytalnego w związku z waloryzacją jest znacznie większy niż w związku z nowymi składkami. Sztandarowym przykładem pozytywnych efektów wydłużania okresu gromadzenia składek jest emeryt, który był technikiem górnictwa i przeszedł chyba przez wszystkie szczeble stanowisk w kopalni. Gdy przechodził na emeryturę w wieku 80 lat, tj. po 60 latach pracy i opłacania składek, otrzymał ponad 20 tys. zł świadczenia. Podobny przykład to kobieta z sektora bankowego, o zbliżonym stażu i wieku przejścia na emeryturę. Na drugim biegunie jednak mamy osobę ze świadczeniem w wysokości 4 gr miesięcznie, za którą w całej jej karierze wpłynęła do FUS tylko jedna składka w wysokości kilkunastu złotych.

Ile zyska ubezpieczony na odłożeniu decyzji o przejściu na emeryturę przy tak wysokiej waloryzacji składki?

W systemie o zdefiniowanej składce, a taki mamy od 1999 r., nie jest to sztywno ustalone – jak zwykle bywa w systemach o zdefiniowanym świadczeniu – lecz zależy od kilku zmiennych, m.in. zarobków, wieku oraz już zgromadzonego kapitału emerytalnego. Ogólnie można powiedzieć, że każdy rok dodatkowej pracy to świadczenie wyższe o ok. 8–10 proc. Czyli jeżeli ktoś może dziś liczyć na emeryturę w wysokości 2 tys. zł, to jeżeli popracuje 5 lat dłużej, może otrzymać nawet ok. 1 tys. zł więcej.

Czy powinny wejść w życie jakieś zachęty do dłuższej pracy? PO proponuje m.in. aby nie potrącać z emerytury podatku i składki zdrowotnej. A kwota wolna by dotyczyła tylko tego, co emeryt dorobi poza świadczeniem. W samym rządzie były pomysły wypłacania np. 10 tys. zł zachęty dla osób wydłużających pracę o co najmniej dwa lata ponad ich ustawowy wiek emerytalny.

Sam system zdefiniowanej składki zawiera w sobie silne, ekonomiczne zachęty. Wspominałam o przyroście wysokości świadczenia w razie odłożenia decyzji o przejściu na emeryturę. Najprościej operować tu przykładami. Jeżeli więc zebraliśmy 500 tys. zł, to tylko w tym roku waloryzacja rzędu 7 proc. da nam dodatkowo 35 tys. zł. Tak więc do dłuższej aktywności powinna przekonywać wyższa emerytura, jaką zakłada system. W tym kontekście powstaje ogólne pytanie, czym jest emerytura. Moim zdaniem nie powinna być dodatkiem do wynagrodzenia, ale podstawowym źródłem utrzymania na emeryturze. Zwracają na to uwagę choćby moi studenci, zdziwieni tym, że dużo osób myśli o łączeniu emerytury z pracą.

A jak wygląda struktura wysokości emerytur osób, które skorzystały z obniżenia wieku?

Średnie świadczenie osób, które skorzystały z obniżonego wieku jest nieco niższe od średniej sprzed obniżenia wieku, która wynosiła 2170 zł. Przeciętne świadczenie z ustawy wiekowej to 2080 zł miesięcznie. W przypadku kobiet jest to 1610 zł, a mężczyzn – 2700 zł. Niestety aż 34 tys. osób otrzymało emeryturę mniejszą niż minimalna. Z punktu widzenia całości nowego systemu takich osób z emeryturą poniżej minimalnej jest 166,6 tys. i liczba ta szybko rośnie. Zdecydowana większość z tej grupy osób ma świadczenia powyżej 500 zł, około 1,5 proc. stanowią emerytury o wysokości 100 zł i poniżej. Musimy myśleć, jak rozwiązać problem szybko powiększającej się grupy osób, których świadczenie trudno nazwać emeryturą.

Czy to nie jest niepokojący sygnał, że w kolejnych rocznikach liczba takich osób przekroczy 10 proc. i będzie stopniowo rosła?

Na pewno to wskazuje, że rośnie liczba osób o krótkich karierach zawodowych lub zatrudnianych w ramach umów, od których nie są odprowadzane składki lub odprowadza się je w minimalnej wysokości. Takich osób jest o wiele za dużo, najwięcej w całej Unii Europejskiej. Taka fala świadczeń, wynikająca z krótkiej kariery zawodowej, przechodziła wcześniej przez inne kraje i wyciągnęły one wnioski. Dużo z nich podjęło decyzję, że do otrzymania jakiegokolwiek świadczenia emerytalnego wymagany jest pewien minimalny staż, tak by nie wypłacać świadczeń urągających swoją wysokością sformułowaniu „emerytura”. Konwencja nr 102 Międzynarodowej Organizacji Pracy przewiduje, że taki staż powinien być na poziomie 15 lat. Za kryterium można też przyjąć zamiast tego np. określoną kwotę zgromadzonych składek. System zdefiniowanej składki nie musi się wiązać z wypłatą świadczeń z tytułu jednej tylko wpłaty na konto emerytalne.

Czy powinien zostać wprowadzony staż uprawniający do wypłaty nawet najniższej emerytury? I co byłoby z tymi, którzy nie spełniliby kryteriów?

Myślę, że wskazany w Konwencji 102 15-letni staż jest dobry. Tym, którzy nie spełniliby kryterium stażowego, można byłoby zwrócić opłacone składki w jednej lub kilku ratach. Takie rozwiązania funkcjonują w różnych krajach.

Jak wygląda sytuacja finansowa FUS?

Wydatki na świadczenia w ubiegłym roku były mniejsze od zakładanych. Nie trzeba było korzystać z całej dotacji z budżetu państwa. Stąd blisko 6 mld zł zostało w budżecie państwa, nie trafiając ostatecznie do FUS. Nie przewidujemy, by tegoroczne zmniejszenie salda związane z obniżeniem wieku emerytalnego wzrosło ponad planowane 10 mld zł. Do 2021 r. zwiększenie wydatków wyniesie w sumie 54 mld zł. Ale nie rodzi to żadnego zagrożenia dla FUS, który nigdy w historii nie osiągnął jeszcze poziomu 80 proc. wydolności, a w ubiegłym roku to się udało.

W zeszłym roku mieliśmy emerytalną kumulację; prawo do świadczeń otrzymało ponad pół miliona osób, a ile spełni emerytalne kryteria w tym roku?

W tym roku prawo do emerytury nabędzie 221 tys. osób, w tym 148 tys. z tytułu ustawy obniżającej wiek emerytalny. Na koniec roku możemy więc mieć ponad 5,7 mln emerytów.

Wchodzimy w okres dużych napięć i szybciej rosnących kosztów systemu emerytalnego.

Zwiększone wydatki uruchamiamy faktycznie dwa lata wcześniej, niż gdyby nadal obowiązywało podnoszenie wieku emerytalnego, ale te wydatki są jednocześnie odpowiednio niższe, niż byłyby za dwa lata. W systemie zdefiniowanej składki tego typu rzeczy się równoważą. Wcześniej uruchomione świadczenia są bowiem niższe. My ze swojej strony liczymy też nasze własne instytucjonalne koszty podejmowanych działań. I tak wprowadzenie obniżonego wieku wiązało się dla nas z wydatkowaniem ok. 41,6 mln zł. Szacujemy, że wydanie jednej decyzji emerytalnej stanowi obecnie koszt 106 zł. Teraz liczymy koszty wdrożenia e-składki, czyli indywidualnych numerów rachunków składkowych. Na dziś nasze działania podejmowane w tym zakresie w odniesieniu do jednego płatnika składek wynoszą ok. 21 zł.

Jakie są kolejne wyzwania po obniżce wieku emerytalnego?

Dalej pilotujemy projekt e-składki. Równocześnie prowadzimy działania porządkujące sytuację płatników, których mamy obecnie 2,5 mln. Zadłużenie składkowe ma 581 tys. z nich. W tym kontekście wyzwaniem jest więc także plan stabilizacji finansów, tak aby nie przedawniały się zaległości. W pierwszej kolejności regulujemy te, które zbliżają się do końca pięcioletniego okresu przedawnienia. Wysyłamy noty, zawieramy układy ratalne – podchodzimy indywidualnie do każdego przypadka. Kolejne duże wyzwanie to elektroniczne zwolnienie lekarskie (e-ZLA). Od kilku lat mamy duży wzrost wydatków w funduszu chorobowym i tylko w części wynika on ze zmian prawnych, np. wydłużenia zasiłków macierzyńskich. Niestety mamy także dużą skalę nadużyć. Są przypadki karier zasiłkowych osób, które całymi latami są na zwolnieniach. Dziś te najkrótsze zwolnienia, do 7 dni, są poza kontrolą, a rocznie mamy ich aż 8 mln. Elektroniczne zwolnienia mogą tu zadziałać po pierwsze prewencyjnie, bo informacja o zwolnieniu u pracodawcy będzie od razu, a po drugie takie zwolnienia będzie można łatwiej skontrolować.