Wspólne oświadczenie w sprawie nowelizacji ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych znoszącej roczny limit składek na ZUS w środę podpisali prezydent Konfederacji Lewiatan Henryka Bochniarz i przewodniczący NSZZ "Solidarność" Piotr Duda. Jak zaznaczyli, jeśli Senat podejmie uchwałę o przyjęciu ustawy, będą apelować do prezydenta o weto. Szef związku nie wyklucza też skargi konstytucyjnej, jeśli prezydent ustawę by podpisał.

Pracodawcy i związkowcy zgodnie oświadczyli, że nie zgadzają się na dalsze zwiększanie kosztów związanych z zatrudnianiem osób w ramach umów o pracę. Jak podkreślili, sprzeciwiają się też "działaniom rządu, które pozorują prowadzenie dialogu społecznego i pomniejszają rolę niedawno powołanej instytucji Rady Dialogu Społecznego". Sposób wprowadzenia zmian nazwali bulwersującym. "Sposób i tempo procedowania projektu naruszają podstawowe zasady i standardy dialogu społecznego, które ma swoje umocowanie w art. 20 Konstytucji RP" - napisali w oświadczeniu.

Henryka Bochniarz zaznaczyła, że ustawa znosząca tzw. 30-krotność jest przykładem tego jak dialog społeczny nie powinien być prowadzony. Dodała, że takie zmiany, które dotyczą zarówno pracowników, jak i pracodawców, powinny być konsultowane.

Ustawa przewiduje zniesienie limitu rocznego składek na ZUS; chodzi o to, by wszyscy zatrudnieni na podstawie umowy o pracę płacili pełne składki, niezależnie od wysokości przychodów. Obecnie roczna podstawa wymiaru składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe w danym roku kalendarzowym nie może być wyższa od kwoty odpowiadającej 30-krotności prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce na dany rok. W 2017 roku kwota ta wynosi 127 tys. 890 zł. Składka na ubezpieczenia emerytalne i rentowe miałaby być odprowadzana od całości przychodu, tak jak w przypadku ubezpieczenia chorobowego i wypadkowego. Zasada ta zostałaby również wprowadzona przy składkach odprowadzanych przez płatnika za pracowników zatrudnionych w warunkach szczególnych na Fundusz Emerytur Pomostowych. W środę nad ustawą debatował Senat.

Chodzi w ogóle o to, aby nad sprawą systemu emerytalnego, która jest wyjątkowo istotna i dla pracodawców, i dla pracowników, nie procedować w ten sposób, że z soboty na niedzielę pojawiają się projekty, które praktycznie rozwalają system i które nie pozwalają w pełny sposób czegokolwiek planować i pracodawcom, i pracowniko" - mówiła.

Związkowcy i pracodawcy przypomnieli w oświadczeniu, że wprowadzenie limitu składek na ZUS wiązano ze stworzeniem jednolitego systemu emerytalno-rentowego w celu zagwarantowania jego stabilności w przyszłości i niedopuszczenie do tworzenia tzw. "kominów" emerytalnych (dużych różnic wysokości przeciętnej emerytury w stosunku do emerytur najwyższych). "Powstawanie dużych rozbieżności w wysokości świadczeń emerytalnych w przyszłości, będzie także wpływało na sposób waloryzacji świadczeń, który stanie się ułomny i niesprawiedliwy, a koszty z tego wynikające przekroczą spodziewane zyski" - zaznaczyli.

W sytuacji zniesienia limitu rocznego składek ZUS zarabiający najwięcej, a zatem wpłacający najwyższe składki emerytalne, mieliby bardzo wysokie emerytury.

Krytycznie co do zmian i sposobu ich wprowadzenia odniósł się także Piotr Duda. Według niego tak ważne sprawy nie tylko powinny być konsultowane z Radą Dialogu Społecznego, ale nawet uzgadniane. Ktoś kiedyś tę 30-krotność wprowadził i były na ten temat rozmowy, i Solidarność też w nich uczestniczyła, żeby faktycznie nie było emerytalnych kominów, żeby niektórzy nie mieli większej waloryzacji (...). Dzisiaj chce się znowu obciążać tylko tych, którzy pracują na umowy o pracę. I gdyby faktycznie były takie zdrowe konsultacje, taki dobry dialog, to jestem o tym przekonany, że byśmy sobie te wszystkie rzeczy wypunktowali - zaznaczył Duda.

Szef związkowców zapowiedział, że jeśli Senat podejmie uchwałę o przyjęciu ustawy, to niezależnie od tego, czy zmiany wejdą w życie w tym, czy w następnym roku, związkowcy i pracodawcy będą apelować do prezydenta, aby nie podpisywał ustawy.

Senacka komisja rodziny, polityki senioralnej i społecznej zgłosiła poprawkę o wydłużeniu vacatio legis ustawy - wedle niej miałaby wejść w życie od 2019 roku, a nie - jak przyjął Sejm - od 2018 roku. Piotr Duda zapowiedział, że jeśli nie będzie weta prezydenta, nie wyklucza wystąpienia do Trybunału Konstytucyjnego ze skargą podnoszącą błędy proceduralne w procesie legislacyjnym. Jego zdaniem została złamana ustawa o Radzie Dialogu Społecznego, ustawy o związkach zawodowych i ustawy o związkach pracodawców.

Zaznaczył również, że jest to ostrzeżenie dla rządzących. Dodał, że ustawa jest niebezpiecznym początkiem pójścia w kierunku, można powiedzieć, likwidacji powszechnego systemu zabezpieczenia społecznego w naszym kraju. Według konfederacji pracodawców oraz związkowców procedowana ustawa obarczona jest błędem proceduralnym, a u jej podstaw leżą błędne założenia społeczno-gospodarcze. Jak podkreślono, zniesienie limitu składek na ZUS spowoduje duże różnice pomiędzy wysokością przeciętnych emerytur a emeryturami najwyższymi.

MRPiPS szacuje, że na skutek zmian, jeśli ustawa weszłaby w życie w 2018 r. sektor finansów publicznych zyskałby ok. 5,4 mld zł. Zmiany spowodowałyby jednoczesne zmniejszenie wpływów do NFZ - o ok. 270 mln zł, a także wpływów z podatków. Stracić na tym miałyby samorządy.