Rząd wysłał właśnie Radzie Dialogu Społecznego projekt budżetu do konsultacji. W oficjalnej wersji projektu nie ma ani słowa o skutkach zmian w II i III filarze emerytalnym. Zmian, które zgodnie z zapowiedziami wicepremiera Mateusza Morawieckiego miałyby wejść w życie z początkiem lipca 2018 r.

Kwota wolna – tak. Reforma emerytur – nie

Formalnie wszystko jest w porządku: budżet został napisany według aktualnego stanu prawnego, a oficjalne plany zmian systemu emerytalnego nie ujrzały dotąd światła dziennego. Ale Ministerstwo Finansów jest niekonsekwentne, bo w uzasadnieniu do projektu budżetu opisało np. zapowiedź podwyższenia kwoty wolnej dla osób o najniższych dochodach do 8 tys. zł. "Należy zaznaczyć, że w 2018 r. obowiązywać będzie aktualna skala podatkowa, zaś kwota odliczana od podatku zostanie ponownie podniesiona tak, aby osoby o dochodzie rocznym do 8000 zł nie płaciły podatku (efekt będzie widoczny w 2019 r.)"– brzmi fragment uzasadnienia do ustawy budżetowej. A w tym przypadku także nie ma jeszcze projektu ustawy.

Na tej samej zasadzie w uzasadnieniu powinna znaleźć się wzmianka o potencjalnych skutkach reformy emerytalnej. Bo dla budżetu państwa, a w szczególności dla bilansu Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (który jest integralną częścią budżetu), skutki byłyby niemałe. Chodzi o likwidację OFE i przekazanie zgromadzonego w nich kapitału na konta w II i III filarze wraz z uruchomieniem pracowniczych planów kapitałowych. Planowana reforma bezpośrednio wpłynie na wydatki budżetu. Zniknie bowiem konieczność refundowania ZUS składki przekazywanej do OFE. Gdyby reforma miała wejść w życie, to cała składka wszystkich ubezpieczonych będzie trafiać na subkonto w ZUS, a nie do funduszy. Dla przyszłorocznego budżetu oznaczałoby to zatrzymanie w kasie ok. 3,2 mld zł.

Kolejna pozycja to suwak, czyli stopniowy transfer oszczędności z OFE do ZUS tych ubezpieczonych, którym zostało mniej niż 10 lat do emerytury. Ta pozycja wraz z przeprowadzeniem reformy także powinna zniknąć. OFE staną się prywatnymi funduszami inwestycyjnymi działającymi w ramach systemu indywidualnych kont zabezpieczenia emerytalnego (IKZE), a więc staną się częścią drugiego filaru. To z kolei oznacza, że do FUS nie trafiłoby w przyszłym roku ponad 7,7 mld zł z suwaka.

Wreszcie kosztem dla budżetu byłoby wsparcie nowego dobrowolnego oszczędzania na emeryturę. Autorzy projektu zakładają, że budżet zrefunduje opłatę powitalną dla uczestników pracowniczych planów kapitałowych (PPK). Według ostatnich wersji pomysłu pieniądze na refundację miałyby pochodzić z Funduszu Pracy. Tymczasem w jego bilansie na przyszły rok nie ma śladu takich wydatków. Choć teoretycznie miejsce by się znalazło, bo planuje nadwyżkę przychodów nad kosztami – prawie 3,7 mld zł.

Dlaczego w budżecie nie znalazła się choć adnotacja, że takie koszty mogą się pojawić? Według naszego rozmówcy z rządu to świadoma decyzja.

– W przypadku podniesienia kwoty wolnej w PIT, choć nie ma projektu, sprawa jest przesądzona, podwyżka nastąpi – mówi.

Szybką ścieżką też nie zdążą

– To, że koszty reformy emerytalnej nie znalazły się w projekcie budżetu, wskazuje, że bardziej prawdopodobne jest przeprowadzenie reformy w 2019 r. – dodaje inna osoba z resortu rozwoju. Taki scenariusz nie jest przesądzony. Teoretycznie możliwe jest szybkie pokazanie ustaw emerytalnych przez rząd, a potem korekty w budżecie na etapie prac sejmowych. Wtedy reforma mogłaby wejść w życie od lipca 2017 r., ale na taki wariant zostaje coraz mniej czasu.

Jak wynika z naszych informacji, w najbliższych dniach ma dojść do spotkania urzędników resortu rozwoju i pracy w celu finalnych uzgodnień. Nie będą one pokazane w Krynicy, co potwierdził nam jeden z informatorów, czyli zapewne zostaną pokazane najwcześniej w połowie września. To oznacza, że rząd będzie mógł je przyjąć, w zależności od długości konsultacji, po trzech lub czterech tygodniach. Potem jeszcze muszą nimi zająć się parlament i prezydent. Jeśli nie będzie superekspresowego trybu, jak przy ustawach o Sądzie Najwyższym, to taka rządowo-parlamentarno-prezydencka ścieżka uchwalania projektów zajmie około dwóch miesięcy. Ale ZUS potrzebuje ok. 9 miesięcy na przygotowanie zmian w systemach IT. Taki kalendarz praktycznie wyklucza start reformy w lipcu 2018 r. Kolejny sensowny termin to początek 2019 r.