Eksperci ZUS – na prośbę DGP – wyliczyli wielkość emerytur dla kilku modeli karier zawodowych. Generalny wniosek jest pesymistyczny: obowiązkowy system zabezpieczenia emerytalnego nie zapewni nikomu dostatniej jesieni życia. Po przejściu na emeryturę każdy odczuje wyraźny spadek dochodów i – w związku z tym – pogorszenie standardu życia. Nawet ci, którzy przez całą swoją karierę zarabiali dużo.

Wniosek numer dwa: nie ma odwrotu od wydłużania wieku emerytalnego. Z symulacji ZUS wynika, że różnica w wielkości emerytury np. dla kobiet może być nawet dwukrotna w zależności od tego, czy przestałyby one pracować w wieku 60, czy 67 lat.

Potrzebne wydłużenie wieku emerytalnego

Symulacje pokazują, że nawet osoby zarabiające bardzo dobrze – np. dwie średnie krajowe – w najlepszym przypadku dostaną trzy czwarte przeciętnej pensji. ZUS wylicza, że w 2043 r. taka emerytura mogłaby wynosić niecałe 12,5 tys. zł. Wtedy to będzie około trzech czwartych średniej krajowej – ale w odniesieniu do ostatniej pensji naszego przykładowego emeryta zaledwie 37 proc.

W przypadku osób o niższych pensjach rozczarowanie także może być duże. Osoby zarabiające tuż przed przejściem na emeryturę średnią krajową otrzymają w zależności od wieku przejścia na emeryturę od 21 do 33 proc. swojej ostatniej pensji.

Stopy zastąpienia będą niskie i należy się spodziewać znaczącego spadku dochodów po przejściu na emeryturę. Skrócenie wieku emerytalnego z 67 do 60 lat daje bardzo silny spadek świadczenia, w niektórych przypadkach sięgający nawet 50 proc. To pokazuje, że system zachęca zarówno do dłuższej pracy, jak i do edukacji, której efektem są wyższe wynagrodzenia i składki – zauważa dr Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole.

Ten efekt także widać w symulacjach. Kobieta z wariantu III, zarabiając przeciętną pensję, jeśli zdecyduje się na przejście na emeryturę w wieku 60 lat, będzie miała zgromadzone na koncie w ZUS 814 tys. zł, ale jeśli poczeka siedem lat, będzie to już blisko 1,4 mln zł. Do tego dochodzi jeszcze krótszy okres dalszego trwania życia, przez który dzieli się zgromadzoną sumę, by wyliczyć wysokość świadczenia. Wszystkie warianty udowadniają, że przejście na emeryturę w wieku nie 60, a 67 lat niemal podwaja jej wysokość.

Śmieciówki zabijają świadczenia

W symulacjach szczególnie widoczny jest negatywny wpływ zatrudniania na umowach śmieciowych na późniejszą wielkość emerytur. Jak bardzo – widać na przykładzie numer trzy. To 33-letni dziś mężczyzna, który długo – do 30. roku życia – nie miał szczęścia do pracodawców i był zatrudniany na umowach cywilnoprawnych. Dopiero w 2013 r. dostał etat. W symulacji jego pensja rośnie w ciągu kolejnych siedmiu lat do średniej krajowej. I tak aż do emerytury w 2049 r. Wystarczy jednak ten stosunkowo słaby początek kariery (śmieciówki), żeby wypłacane mu świadczenie było mizerne. W warunkach bieżącego roku (bez uwzględnienia wzrostu średniej płacy w kolejnych latach) ZUS wypłaci mu niecałe 3600 zł.

Ale wystarczyłoby, że zamiast śmieciówki nasz przykładowy pracownik miałby etat z minimalną pensją, a jego emerytura wzrosłaby o ok. 250 zł. Z obecnej perspektywy śmieciówka może wydawać się mu bardziej korzystna niż etat, bo pensja z niej jest wyższa od minimalnej. Ale to, ile się na niej zarabia, nie ma znaczenia z punktu widzenia zabezpieczenia emerytalnego (ze względu na brak składek).

Podobną zależność widać w wariancie, którego bohaterką jest kobieta urodzona w 1982 r., której przebieg kariery jest podobny (najpierw śmieciówki, potem etat z minimalną, następnie średnią pensją; różnica to dwuletnia przerwa na macierzyństwo). Jej emerytura w 2049 r. wynosiłaby 3400 zł. W opcji z minimalnym etatem zamiast umów cywilnoprawnych wypłata z ZUS-u rosłaby do 3644 zł.

Przedsiębiorco! Zostaniesz na lodzie

Kolejny wniosek z naszych symulacji: jeśli prowadzisz firmę i płacisz tylko minimalną dozwoloną składkę, nie licz na publiczny system ubezpieczeń społecznych. I to niezależnie od tego, jakie dziś uzyskujesz dochody. Twoja niska emerytura w dużym stopniu wynika z działania systemu. Bo ustawodawca kiedyś przyznał rację przedsiębiorcom, dla których składka ubezpieczeniowa to niepotrzebny koszt działalności, i wprowadził zasadę, zgodnie z która przez pierwsze lata przedsiębiorca płaci minimalną składkę, a potem ryczałtową w wysokości 60 proc. średniego wynagrodzenia.

Jak to może wyglądać, widać w naszym wariancie numer dwa. To mężczyzna, rocznik 1970, który zaczął zawodową aktywność zaraz po studiach w 1997 r., zarabiając początkowo niepełną średnią krajową na etacie. Jako pracownik etatowy był zatrudniony do 2012 r., dostawał nawet podwyżki (przez ostatnie trzy lata zarabiał już dwie średnie krajowe). Ale od 2012 r. przeszedł na samozatrudnienie i zaczął rozliczać składki jak przedsiębiorca. W tym momencie uzyskiwany przez niego dochód przestał mieć znaczenie dla wielkości emerytury.

Efekt? Jego emerytura wyniosłaby – bez uwzględnienia wzrostu płac i cen – 2869 zł, i to przy założeniu, że zakończyłby aktywność zawodową w wieku 67 lat. Dla porównania mężczyzna zarabiający przez większość kariery dwie średnie krajowe – ale z pracy etatowej – może liczyć na ponad 6900 zł emerytury. – To przestroga dla ludzi prowadzących działalność gospodarczą że jeśli korzystają z minimalnej składki emerytalnej, ich emerytury też będą bardzo niskie – przestrzega rzecznik ubezpieczonych Aleksandra Wiktorow.

Matko, nie bój się o swoją emeryturę

To chyba jeden z najbardziej oryginalnych wniosków z wyliczeń, jakie przeprowadził dla nas ZUS. Gdy porównamy zbliżone modele emerytalne kobiet i mężczyzn, nie widać znaczących różnic, jeśli chodzi o wysokość świadczenia. To efekt znaczącej poprawy sytuacji kobiet na urlopie macierzyńskim i wychowawczym. Ten pierwszy został wydłużony i składka jest płacona do pół roku od 100 proc. wynagrodzenia, a następnie od 60 lub przez cały czas od 80 proc. Z kolei na urlopie wychowawczym składka wynosi 60 proc. przeciętnego wynagrodzenia, czyli jest taka jak przy samozatrudnieniu. To daje już jednak emerytalną osłonę. W przypadku wariantu I i V, czyli bardzo dobrze zarabiających kobiety i mężczyzny, różnice są minimalne. Gdyby oboje przeszli na emeryturę w wieku 67 lat, mężczyzna dostałby 6913 zł w cenach z 2015 r., a kobieta, która urodziła trójkę dzieci, 6831 zł. Także małe dysproporcje są w przypadku porównania wariantów III i VI, czyli osób zarabiających docelowo przeciętne wynagrodzenie. Jeśli zdecydują się na przejście na emeryturę w wieku 67 lat, mężczyzna dostanie 3597 zł, a kobieta, matka dwójki dzieci, 3404 zł. – Zbudowaliśmy system, w którym macierzyństwo nie rzutuje na wysokość emerytur. To dobrze – podkreśla Jakub Borowski.