Już w przyszłym tygodniu do Sejmu ma trafić były prezydencki, a obecnie PSL-owski projekt nowelizacji ustawy emerytalnej. Z zapowiedzi polityków tej partii wynika, że będzie on zmodyfikowany oraz zostaną do niego dołączone koszty ekonomiczne zmian. Jednak jego główne założenie pozostanie takie samo – emeryturę będzie można pobierać już po przepracowaniu 40 lat.

Mało kto jednak wie, że w projekcie Bronisława Komorowskiego w szczególny sposób potraktowani zostali rolnicy. Do 40 lat stażu mogliby oni doliczać okres podlegania ubezpieczeniom społecznym rolników indywidualnych i członków ich rodzin w latach 1983–1990. Do tego dochodziłby okres prowadzenia gospodarstwa rolnego lub pracy na roli po ukończeniu 16. roku życia przed 1 stycznia 1983 r. A rolnicy, którzy zdecydowaliby się na wcześniejszą emeryturę do końca 2018 r., mogliby swój staż emerytalny zwiększyć o 7 lat (w kolejnych latach okres ten byłby skracany o rok). W efekcie część osób mogłaby uzyskać świadczenie już w wieku 56 lat.

ZOBACZ TEŻ: Kampania obietnic ruszyła. PO i PSL już forsują wyborcze ustawy>>>

A to nie koniec kontrowersyjnych postulatów. – Projekt mówi, że ubezpieczeni w KRUS mieliby prawo zaliczyć do stażu pracy lata, kiedy ucząc się w szkole, pomagali rodzicom w gospodarstwie. Wystarczyłoby, że zaświadczyliby o tym sąsiedzi – tłumaczy Andrzej Strębski, ekspert emerytalny.

PSL przed zbliżającymi się wyborami chce za wszelką cenę przyznać rolnikom nowe przywileje. Niestety znów kosztem wszystkich podatników – oburza się Jeremi Mordasewicz, członek Rady Nadzorczej ZUS. Strębski podkreśla zaś, że już teraz rolnicy są w lepszej sytuacji niż pracownicy – do końca 2017 r. mają prawo przechodzić na emeryturę w wieku 55 (kobiety) i 60 (mężczyźni) lat.