Jak pisze "Puls Biznesu", w pierwszym półroczu tego roku w ramach składek emerytalnych i rentowych wpłynęło do urzędu jedynie 65 miliardów 800 milionów złotych, czyli o 300 milionów mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. To pierwszy spadek wpływów z tego tytułu od 2008 roku.

Zjawisko jest o tyle zaskakujące, że polska gospodarka w tym okresie bardzo dobrze sobie radziła - wzrost gospodarczy wyniósł 3,3 procent. Rosły również płace i zatrudnienie.

ZUS przekonuje, że spadek nie jest groźny i dochody wkrótce znów przyspieszą. Różnice w nich tłumaczy "okresowymi wahnięciami".

Powody do niepokoju widzą jednak ekonomiści. Ich zdaniem trzeba uważnie śledzić rozwój wydarzeń. Te dane są zaskakujące i zastanawiające - mówi gazecie główny ekonomista Plus Banku Wiktor Wojciechowski.

"Puls Biznesu" pisze, że najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie kurczenia się składek, to unikanie ich opłacania. Być może coraz większa część pracowników przechodzi na umowy cywilnoprawne lub do szarej strefy i nie odprowadza składek emerytalnych lub robi to w niewielkim zakresie.

CZYTAJ TAKŻE: NIK alarmuje w raporcie: Może nie starczyć na emerytury>>>

ZOBACZ TEŻ: Prezydencka minister uspokaja: ZUS nie zbankrutuje>>>