Pod względem poziomu wydatków na emerytury i renty wypadamy korzystnie na tle krajów regionu – wynika z najnowszych, dostępnych danych Eurostatu za 2010 r. Pochłaniają one w Polsce 11,9 proc. PKB. Natomiast na przykład na Słowacji 8,4 proc. PKB, na Litwie – 8,6 proc., w Czechach – 9,2 proc., w Rumunii – 9,5 proc., na Węgrzech blisko 11 proc. Nieprzypadkowo więc emerytury w naszym kraju są wyższe niż przeciętnie w krajach regionu. Bardziej szczodre są natomiast bogate kraje Unii Europejskiej. Wśród nich są m.in. Niemcy, którzy przeznaczają na ten cel ponad 12,8 proc. PKB. Jeszcze więcej, bo ponad 14,4 proc. PKB, wydaje na emerytury i renty Francja. Rekordzistami są jednak Włochy, gdzie na te świadczenia przypada aż 16 proc. PKB. Odstajemy także od średniej obliczonej dla wszystkich krajów Wspólnoty, która wynosi blisko 13 proc.

Dochody emerytów w Polsce nie są najniższe na tle innych grup społecznych w naszym kraju. Dlatego bieda rzadziej gości w ich domach. Z danych GUS wynika bowiem, że w 2011 r. w skrajnej biedzie żyło 3,9 proc. gospodarstw domowych emerytów, w wśród rencistów 9,6 proc., gospodarstw utrzymujących się z tzw. niezarobkowych źródeł (np. z pomocy społecznej) – 22,4 proc., a wśród rodzin mających na utrzymaniu czworo dzieci i więcej aż 24 proc. Widać, że państwo bardziej dba o emerytów niż o rodziny wielodzietne – twierdzi Wiktor Wojciechowski z Invest-Banku.

Polscy emeryci są jednak średnio, tak jak pozostali mieszkańcy naszego kraju, zdecydowanie biedniejsi niż mieszkańcy starych krajów Unii Europejskiej. W porównaniu z nimi świadczenia Polaków są aż o połowę niższe. W ostatnich pięciu latach skracali jednak dystans do emerytów z krajów piętnastki o ok. 0,82 pkt proc. rocznie. A to oznacza, że aby osiągnąć obecny poziom ich świadczeń, musieliby przeżyć jeszcze 59 lat. Dotyczy to jednak głównie emerytów, którzy mieli naliczone świadczenia według starych zasad – gdy ustalono je na poziomie ok. 60 proc. ostatnich dochodów.

Natomiast seniorzy, którzy otrzymają w przyszłości emerytury na podstawie nowych zasad, w oparciu o stan środków uzbieranych na ich kontach, nie mają szans na dogonienie pod względem dochodów mieszkańców Wspólnoty – bo ich świadczenia wyniosą tylko 30–40 proc. ostatnich zarobków. Polscy seniorzy prawdopodobnie będą więc nadal spędzać czas głównie przed telewizorem, a ich koledzy z Zachodu nadal wyjeżdżać na zagraniczne wycieczki i odwiedzać spa.

Niezależnie od tego polscy seniorzy nie są grupą szczególnie biedną. Co więcej, jak wykazują badania, tylko co czternasty wśród nich nie jest zadowolony z życia. I co ważne emeryci nie skupiają się tylko na własnych problemach, ale pomagają innym. Jak wynika z szacunków DGP w 2011 r. przekazali oni głównie swoim dzieciom, wnukom i innym krewnym różnego rodzaju prezenty o wartości blisko 3,2 mld zł.

Bo często żyją blisko siebie, kontaktują się między sobą i widzą potrzeby swoich bliskich, którym często trudno związać koniec z końcem. Ale bywa i tak, że wnuki otrzymują od dziadków wysokie kwoty tylko dlatego, że są właśnie wnukami. Wykorzystują to nawet przestępcy, którzy wyłudzają czasem od seniorów pieniądze „metodą na wnuczka”.

Dobra koniunktura nie jest jednak dana raz na zawsze. Nasze społeczeństwo zaczyna się starzeć w przyspieszonym tempie. Z myślą o tym zmieniony został system emerytalny i wydłużono wiek przechodzenia na emeryturę do 67 lat dla mężczyzn i kobiet.

Prognozy demograficzne są nieubłagane. Do 2035 r. liczba ludności naszego kraju skurczy się aż o 2,5 mln do ok. 36 mln. Natomiast liczba osób w wieku poprodukcyjnym wzrosłaby bez zmian w systemie emerytalnym z 6,4 mln do 9,6 mln. W efekcie na jednego emeryta przypadałyby tylko dwie osoby w wieku produkcyjnym (obecnie są cztery). Wydłużenie wieku emerytalnego nieco polepszy te relacje, ale nie rozwiąże problemu przy bardzo niskiej dzietności kobiet. Wobec tego przy małej liczbie pracujących w porównaniu z liczbą seniorów emerytury też będą niskie. Także dlatego, że bardzo dużo osób pracuje dziś na umowach śmieciowych, od których nie odprowadza się składek na przyszłe emerytury.

Teoretycznie nasz kraj mógłby otworzyć się na imigrantów, aby zapobiec przyszłym problemom na rynku pracy i w systemie emerytalnym, ale nie ma dziś gotowości do podejmowania takich decyzji – ocenia Jakub Borowski, główny ekonomista Kredyt Banku.