Zmieniono najbardziej kontrowersyjne zapisy projektu. Tak się stało z pomysłem, by już od 2013 roku skokowo podnieść do 67 lat granicę wieku, w którym emeryt może bez ograniczeń dorabiać do emerytury. Według obecnej wersji ta granica ma być przesuwana równolegle do podnoszenia wieku emerytalnego. Upadły pomysły na podniesienie wieku uprawniającego do tzw. rent wdowich. Premier zdecydował, by usunąć wszystkie zapisy mogące utrudnić przyjęcie ustawy – mówi jedna z osób przygotowujących projekt. W projekcie nie ma też pomysłów PSL skracania wieku emerytalnego dla matek. Ludowcy nie zamierzają jednak rezygnować i niewykluczone, że na etapie prac sejmowych dojdzie do ponownych ostrych negocjacji.

Projekt ma za to od początku wsparcie ekonomistów. Ich zdaniem zmiany trzeba przeprowadzić, bo system ubezpieczeń społecznych w obecnym kształcie nie udźwignie skutków starzenia się społeczeństwa. Gdyby zachować stare zasady, polskie przedsiębiorstwa mogłyby mieć problem z utrzymaniem konkurencyjności, bo niełatwo byłoby im pozyskiwać pracowników. Mała podaż pracy przekładałaby się na wzrost płac, co z kolei powodowałoby wzrost kosztów w firmach.

Według uzasadnienia do projektu ustawy, do którego dotarł DGP, wydłużenie wieku emerytalnego ma zwiększyć liczbę ludzi aktywnych na rynku pracy. Większa liczba pracujących przyczyni się do wzrostu PKB. Samym emerytom też się to opłaci, bo zwiększy się tzw. stopa zastąpienia, czyli wielkość emerytury w porównaniu z ostatnią pensją. Najbardziej wzrosną emerytury kobiet, którym finalnie wiek zostanie podniesiony o 7 lat. Zdaniem Marcina Mrowca, ekonomisty Pekao, w teorii rządowy plan jest dobry: im dłużej pracują obywatele, płacąc przy tym podatki i składki ubezpieczeniowe, tym presja na zadłużanie sektora finansów publicznych jest mniejsza. Czy to zadziała w praktyce - to inna sprawa. Pytanie, czy większość osób będzie w stanie fizycznie wytrzymać do wieku emerytalnego. Jeżeli się okaże, że za kilka, kilkanaście lat wiek emerytalny jest wyższy, ale większość osób po sześćdziesiątce na kilka lat przed emeryturą jest bez pracy, to ta reforma nie spełni swojej roli – mówi analityk. Stąd postulaty, by zmiany obudować pomysłami na aktywizację osób w wieku przedemerytalnym.

Rząd będzie próbował też przekonywać do zmian partnerów społecznych. W piątek zmiany w systemie emerytalnym będą głównym tematem prezydium komisji trójstronnej pod przewodnictwem jej nowego szefa, ministra pracy Władysława Kosiniaka-Kamysza. Jej były szef, wicepremier Waldemar Pawlak zapowiedział wczoraj, że także wybiera się na posiedzenie i tego samego oczekuje od premiera. Donald Tusk deklarował bowiem, że będzie uczestniczył w pracach komisji w ważnych sprawach. Premier tego samego dnia ma rozmawiać o emeryturach z przedstawicielkami Kongresu Kobiet.

Na propozycje w sprawie zmian w systemie emerytalnym czeka prezydent Bronisław Komorowski. Na środę zaprosił przedstawicieli klubów parlamentarnych na konsultacje.

Pan prezydent chce się dowiedzieć, jak, zdaniem partii, powinno się zadbać o wysokość przyszłych emerytur ale jednocześnie o stabilność finansów publicznych i bezpieczeństwo systemu emerytalnego – mówi DGP prof. Irena Wóycicka, minister ds. społecznych w Kancelarii Prezydenta.

Jak podkreśla, tematem spotkania u prezydenta nie będzie rządowy projekt przewidujący podwyższenie wieku emerytalnego do 67 lat oraz zrównanie go dla kobiet i mężczyzn. Nie został on bowiem jeszcze przedstawiony opinii publicznej.