– Każdego dnia coraz więcej osób deklaruje przystąpienie do pozwu – mówi Strudziński, o którym pisaliśmy w „DGP” nr 206/2011 „Emeryci piszą pozew zbiorowy na ZUS”.

Domagają się finansowej rekompensaty. Ich zdaniem ktoś musi zapłacić za wprowadzenie przymusu zwalniania się z pracy przez osoby mające już prawo do emerytury. Za skandal uważają, że wobec tych, którzy nie podporządkowali się nowym przepisom, zastosowano restrykcje. Od 1 października ZUS zawiesił im. wypłatę emerytury, jeżeli nie zwolnili się z pracy.

Najwięcej powodów do zdenerwowania mają emeryci urzędnicy. Przy ich naborze do pracy obowiązuje procedura konkursowa, więc po odejściu z urzędu nie mają szans na powrót. Dla nich jedynym sposobem na łączenie pracy zawodowej z pobieraniem emerytury jest zmiana przepisów. Z tym jednak może być problem: posłowie przyszłej koalicji nie chcą składać żadnych deklaracji. – Będziemy monitorować działanie ustawy. Jeśli okaże się, że obowiązek zwalniania się z pracy stwarza problemy dla emerytów, będziemy się zastanawiać nad zmianami – mówi poseł elekt Izabela Katarzyna Mrzygłocka z PO.

SLD oraz PiS nie zamierzają przygotować żadnych zmian w tym zakresie. PSL nie odpowiedziało na pytanie.


Już wcześniej w różnych przypadkach posłowie udawali, że nie ma problemu, do czasu pierwszych demonstracji pod Sejmem. Tak było w przypadku chałupników i przedsiębiorczych matek. Teraz zapewne czekają na demonstrujących emerytów.

Według ekspertów dobrym rozwiązaniem będzie skierowanie sprawy do Trybunału Konstytucyjnego. Mogą to zrobić sami zainteresowani, grupa posłów lub senatorów. Wystarczy 30 podpisów. – Wkrótce złożymy wniosek o zbadanie zgodności z konstytucją przepisów emerytalnych zawieszających prawo do świadczenia do czasu zwolnienia się z pracy – mówi senator elekt Stanisław Karczewski z PiS.

Jest już gotowy wniosek w tej sprawie. Trzeba jednak poczekać ze zbieraniem podpisów na ukonstytuowanie się parlamentu.