Wyjście z dołka

Lata 2015 i 2016 nie były zbyt łaskawe dla branży mleczarskiej. Zwłaszcza w 2016 roku rynek odnotował prawdziwe trudności – spadło pogłowie krów, spadły ceny skupu mleka, a więc pod znakiem zapytania stanęła też opłacalność produkcji. Sytuacja poprawiła się dopiero w ubiegłym roku, nie tylko w Polsce zresztą, bowiem zmiany na lepsze odnotowała światowa koniunktura. Ceny produktów mleczarskich wzrosły, a przychody z ich sprzedaży wreszcie zaczęły przewyższać koszty produkcji.

Producencka czujność

Chociaż tendencje na rynku mleczarskim w 2018 roku nie wyglądają źle, producenci muszą pozostawać bardzo czujni. Wszystko przez to, że konsumpcja rośnie wolniej niż produkcja, a więc firmy zmuszone są szukać takich rozwiązań, które sprawią, że ich produkcja nadal pozostanie opłacalna. Co to właściwie oznacza? Przede wszystkim pozyskanie nowych klientów, a więc zazwyczaj takich, którzy dotąd spożywali produkty mleczne w ograniczonym zakresie. I tak na przykład produkty bez laktozy, bez GMO czy organiczne z niszowych, dostępnych raczej w wyspecjalizowanych sklepach, w ciągu ostatnich pięciu lat ewoluowały tak bardzo, że można dostać je w większości marketów i dyskontów, bowiem znalazły się w stałym asortymencie. Owszem, zwykle są one droższe, jednak nie oznacza to, że dla producenta szczególnie opłacalne. Bardziej kosztowne jest bowiem nie tylko pozyskanie surowca, ale też dostosowanie zakładu do produkcji, jak choćby pozyskanie certyfikacji dla produktów organicznych.

Polmlek śledzi trendy

Jeden z rodzimych liderów branży, Grupa Polmlek, nie mogła nie zauważyć zmian na konsumenckim rynku. Toteż może pochwalić się swoją serią produktów ekologicznych, wyprodukowanych bez sztucznych dodatków, która trafia w gusta najbardziej wymagających konsumentów. Spotkała się również z przychylnością uczestników słynnych targów Biofach w Norymberdze, gdzie odbyła się premiera całej serii „Eko”.
To jednak nie jedyny trend konsumencki, na jaki zwraca uwagę, założona przez Andrzeja Grabowskiego i Jerzego Boruckiego Grupa Polmlek. Polska, jak i cała Europa, żyją w pośpiechu, co mocno przekłada się na poszukiwane na rynku produkty. Obok mody na ekologiczną, organiczną żywność i slow food, wzrasta też niejako drugi biegun rynku – poszukuje się produktów wygodnych do spożycia i takich, które mogą zastąpić posiłek. Można się zatem spodziewać, że producenci będą prześcigać się w poszukiwaniu produktów o większej funkcjonalności, niż po prostu mleko.

Rynek gigantów

Polska mlekiem stoi, to wiadomo nie od dziś. A że branża mleczarska jest dość płynna, nie tylko dosłownie, bywa nieprzewidywalna. Dla Polmleku gigantycznym skokiem był rozwój zakładu w Lidzbarku Warmińskim, gdzie odbywa się produkcja koncentratu białek serwatkowych i laktozy. Z tej zaawansowanej technologicznie fabryki w świat, do koncernów farmaceutycznych i producentów odżywek dla sportowców, płynie wspomniany koncentrat, czyli popularnie zwany WPC. Co więcej, wszystko produkuje się z serwatki, która przez lata uchodziła po prostu za produkt uboczny powstający przy produkcji sera. Inwestycja Polmleku w lidzbarski zakład okazał się strzałem w dziesiątkę, który pozwolił firmie konkurować z prawdziwymi spożywczymi gigantami.

Ewolucja, by nie rzec rewolucja, firmy robi wrażenie. Zwłaszcza, że jeszcze w 1994 roku Polmlek to niewielki skup mleka w Gąsewie. Nic nie wskazywało na to, aby wspólnicy z Pułtuska mogli zagrozić Mlekpolowi czy Mlekovicie. A jednak panowie mieli własny pomysł na rozwój firmy – zaczęli przejmować mleczarnie zagranicznych firm, między innymi Dr. Oetkera czy duńskiej Arli. Wykorzystali nie tylko wiedzę na temat produkcji, ale też dobre imię przejmowanych marek. Obrót w 2016 roku wyniósł 3,6 mld zł, co stawia grupę w równym szeregu z największymi graczami na mleczarskim rynku. Od 2016 roku natomiast Grupa Polmlek działa w nowym segmencie, czyli soków, nektarów i napojów z odkupioną fabryką w Tymienicach i marką FORTUNA na czele. Dzięki takiemu mariażowi owoców i mleka powstało m.in. mleko o smaku melona, które w tym roku podbija serca konsumentów.