Dzień Dziecka z roku na rok jest coraz droższy. Koszty utrzymania potomka do 20. roku życia to 300 tys. zł.

Becikowe, odpisy od podatku, wprowadzenie urlopu tacierzyńskiego, legalizacja niań – jak na razie nie zachęciły Polaków do rodzenia dzieci. Jedną z przyczyn są wysokie koszty utrzymania.

Od kilku lat polskie rządy zaczęły o polityce prorodzinnej mówić i wprowadzać różne rozwiązania. Na początku epizodycznie, jak becikowe czy ulgi na dzieci. Potem pojawiały się próby rozwiązań systemowych, ale jak pokazuje spadająca liczba urodzeń, nadal nie działają. W 2011 r. urlop na dziecko wzięło 15 tys. ojców, co prawda dane dotyczą tylko zakładów pracy, które nie zatrudniają więcej niż 20 osób, jednak nawet jeśli liczba jest wyższa i tak jest to bardzo niewiele jak na 391 tys. urodzonych w zeszłym roku dzieci.

Niewiele lepiej wygląda sprawa z zatrudnieniem niań - pomimo konkretnej zachęty w postaci płaconego przez rząd ubezpieczenia pracę przez pierwsze pół roku zalegalizowało zaledwie 7 tys. niań. Tymczasem rynek szacowany jest nawet na 200 tys.

Nie wypalił też rządowy program „Maluch”, czyli wsparcie finansowe, jakie proponował resort pracy i polityki społecznej dla tych gmin, które zdecydowały się na budowę nowych miejsc opieki nad małymi dziećmi. W zeszłym roku wydano niecałe 19 mln zł z 40 planowanych.

Zdaniem byłej minister pracy Jolanty Fedak nawet za najlepszymi rozwiązaniami muszą iść pieniądze. Brak pieniędzy powoduje, że samorządy, by utrzymać żłobki i przedszkola, sięgają do kieszeni rodziców.

Eksperci wskazują na zupełnie inne narzędzia, które zmieniłyby sytuację demograficzną w Polsce. Centrum im. Adama Smitha wylicza, że rodzina, aby wychować i zapewnić odpowiednie wykształcenie trojgu dzieciom, musi zarobić przynajmniej 698 tys. zł, co oznacza, że oddaje w tym czasie 115 tys. zł państwu.

W takiej sytuacji odliczenie od podatku tysiąca złotych na dziecko jest symboliczne - mówi Andrzej Sadowski z Centrum.

Do tego wielu rodziców nie stać na to, by odliczyć pełną sumę, a VAT płacą jak inni. Dlatego zdaniem Sadowskiego powinno zmniejszyć się podatki, a zwłaszcza stawkę VAT. Jako przykład eksperci z Centrum im. Adama Smitha podają Wielką Brytanię, która pomimo nacisków Komisji Europejskiej zostawiła stawkę zerową na odzież i obuwie dziecięce. Tymczasem Polska podniosła ją do 23 proc.

Bardziej radykalne rozwiązanie proponuje prof. Aleksander Surdej, który prowadził badania nad kosztami posiadania dzieci. Jego zdaniem powinno się wprowadzić prawo wyborcze dla dzieci.

Ale ich głos przysługiwałby rodzicom - mówi prof. Surdej. Jak tłumaczy, dzięki temu politycy planowaliby bardziej skuteczny program polityki prorodzinnej. Obecnie jest on skierowany na wyborców bez dużej liczby dzieci, przede wszystkim do młodych oraz osób starszych, których będzie przybywało i których siła polityczna będzie rosła. A brak skutecznych zachęt prowadzi do tego, że społeczeństwo się starzeje. Przy braku zastępowalności pokoleń, małej liczbie tych, którzy pracują, zmniejsza się potencjał rozwojowy gospodarki.

Aby doszło do zastępowalności, wskaźnik dzietności powinien wynosić ponad 2, obecnie w Polsce jest to 1,4.