Obostrzenia wynikają z zapisów rekomendacji T, która dziś wchodzi w życie. Dokument, który w lutym przyjęła Komisja Nadzoru Finansowego, składa się z 25 zaleceń dla banków dotyczących zarządzania, ryzyka, zabezpieczenia, raportowania, relacji z klientami oraz kontroli wewnętrznej.

W złotych też trudniej

Dziś bank, oceniając zdolność kredytową klienta, powinien ocenić bezpieczny poziom jego zadłużenia. W przypadku osób o przeciętnych zarobkach, czyli ok. 3,2 tys. zł, zobowiązania z tytułu spłaty rat zaciągniętych kredytów czy pożyczek nie mogą przekraczać 50 proc. dochodów. W przypadku klientów o wyższych zarobkach bankowcy mogą podnieść limit do 65 proc. – Trudniej będzie dostać nie tylko kredyt walutowy, ale także w złotych, bo zmniejszy się konkurencja między bankami – ocenia Paweł Majtkowski, główny analityk pośredniczącej w sprzedaży kredytów firmy Expander.

KNF tłumaczy jednak, że restrykcje są potrzebne. Polacy są winni bankom już blisko 620 mld zł. 6,5 proc. portfela kredytów detalicznych to tzw. złe pożyczki. Oznacza to, że banki mają problem z kredytami, których wartość przekracza 26 mld zł. W dodatku zdaniem Komisji w Polsce nasila się zjawisko przekredytowania.

Z analiz Mariusza Karpińskiego, eksperta Gdańskiej Akademii Bankowej, wynika, że na koniec ubiegłego roku 170 tys. Polaków spłacało 10 lub więcej kredytów. Łączna wartość ich długów przekroczyła 20 mld zł, co równa się jednej piątej wszystkich kredytów udzielonych na cele konsumpcyjne.

Wartość kredytów gotówkowych, ratalnych, samochodowych i tych zaciągniętych na kartach kredytowych stanowi już blisko 10,5 proc. nasze go PKB. W Unii ten wskaźnik nie przekracza 7,5 proc. – A fundamentalna zasada bankowości mówi, że bank powinien weryfikować to, czy dana osoba jest w stanie spłacić kredyt – tłumaczy Marta Chmielewska-Racławska z KNF.

Nowe regulacje najbardziej dotkną osoby, które za pieniądze pożyczone w banku chcą kupić dom lub mieszkanie – a kredyty hipoteczne to 95 proc. wszystkich kredytów walutowych udzielanych przez polskie banki.


Kłopot dla młodych

Rekomendacja T nakazuje bowiem, aby banki zapewniły odpowiedni poziom zabezpieczenia kredytu. W przypadku kredytów walutowych wkład własny klienta powinien wynieść co najmniej 10 proc., gdy kredyt jest udzielany na okres do 5 lat, a co najmniej 20 proc. w przypadku kredytów udzielanych na dłuższy okres. – Spełnienie tego wymogu będzie problemem szczególnie dla młodych ludzi. Zgromadzenie kilkudziesięciu tysięcy złotych wymaga kilku lat oszczędzania – mówi Majtkowski. Bankowcy jednak już wymyślili, jak to zalecenie obejść. Proponują kredyty dwuwalutowe, np. w euro i złotych. Takie kredyty będą nadal udzielane na 100 proc. wartości nieruchomości, a ich raty będą niższe od kredytów złotowych.

Jednak jest w rekomendacji T punkt, który jest korzystny właśnie dla klientów banków. Otóż te osoby, które wezmą dziś kredyt w walucie, np. euro, mogą zażądać od banku, by wypłacił go właśnie w tej walucie. To sprawi, że np. ci, którzy w kryzysie wzięli kredyt walutowy na gorszych warunkach niż proponowane obecnie, mogą za pomocą nowego spłacić ten stary i sporo zyskać.

Dlaczego rekomendacja nazywa się T

Rekomendacje dla banków przyjmowane przez Komisję Nadzoru Finansowego (wcześniej Nadzór Bankowy) mają regulować funkcjonowanie instytucji finansowych i standaryzować procedury bankowe. Rekomendacje oznaczane kolejnymi literami alfabetu zaczęto wprowadzać pod koniec lat dziewięćdziesiątych. Pierwsza – sygnowana literą A – wprowadzona 3 marca 1997 roku dotyczyła zarządzania ryzykiem towarzyszącym zawieraniu przez banki transakcji na rynku instrumentów pochodnych. Banki mają obowiązek dostosowania swoich wewnętrznych przepisów i regulaminów do treści kolejnych rekomendacji, a KNF kontroluje ich wdrożenie.